Absurdalna miłość

Absurdalna miłość 18.03.2018, 03:46, Michał Kruczkowski 53 komentarzy O Arsenalu pisałem już nie raz, czy to w postaci newsów, czy też meczowych zapowiedzi. Tym razem będzie bardziej osobiście, gdyż będzie to historia pewnej miłości. Dla wielu osób miłość ta jest kompletnie niezrozumiała, a w ludzkich realiach tego typu związek powinien się już dawno rozpaść. W tym przypadku chodzi jednak o relację pomiędzy gościem z północnej Polski, a klubem piłkarskim z północnego Londynu. Głęboko wierzę, że największy serwis fanów tego klubu jest miejscem, gdzie znajdę o wiele więcej zrozumienia.

Gdy patrzę w przeszłość, mam wrażenie, że pod jakimś względem kibicowanie Arsenalowi było mi pisane od zawsze. Arsene Wenger objął rządy na Highbury niecały miesiąc po moich narodzinach. Fanem Kanonierów zostałem w 2003 roku (zaczęło się od otrzymania w prezencie klubowej koszulki, klasyk), a jak wiemy w sezonie 2003/2004 po raz ostatni udało nam się wygrać znaczące trofeum. Co więcej, już od dzieciaka liczbą, z którą się najbardziej utożsamiałem była "4", dlatego też nie byłem w ogóle zdziwiony, gdy masowo zaczęły rozpowszechniać się żarty, wiążące Arsenal z czwartym miejscem. Każdy rok mojego kibicowania przynosił inne doświadczenia. Jak zapewne się domyślacie, więcej było tych bolesnych aniżeli przyjemnych. Obecny sezon miał być najbardziej wyjątkowy ze wszystkich, gdyż postanowiłem wreszcie spełnić swoje marzenie i obejrzeć na żywo mecz Arsenalu w Premier League. Na początku września wykupiłem członkostwo, a w listopadzie starałem się nabyć bilet na derby północnego Londynu. Niestety, z powodu zbyt dużego zainteresowania tym meczem, nie udało się. Co się odwlecze, to nie uciecze. Wiedziałem, że moją ostatnią szansą na hitowe starcie na Emirates jest marcowy mecz przeciwko Manchesterowi City. Tym razem sukces, bilet kupiony, świetne miejsca, czas spełniać marzenia. Wylatując z Polski jeszcze nie wiedziałem, co mnie czeka...



W Anglii jak zawsze byłem przepełniony pozytywną energią. O Wyspiarzach można mówić różne rzeczy, jednak entuzjazm, uprzejmość i radość, jaką potrafią zarazić tamtejsi ludzie jest tym, czego najbardziej brakuje mi w naszym kraju. Po dwóch dniach spędzonych z rodziną, przechadzaniu się po peryferiach Londynu i obserwowaniu panicznej reakcji Anglików na padający śnieg, nadszedł ten długo wyczekiwany przeze mnie moment. Przed Emirates byłem dosyć wcześnie, dlatego udało się jeszcze zajść do klubowego sklepu, odwiedzić pub wypełniony kibicami The Gunners, a nawet zobaczyć autokar z jadącymi w środku piłkarzami Obywateli. Było to już moje trzecie zetknięcie z naszym stadionem, jednak po raz pierwszy czekało na mnie doświadczenie obejrzenia meczu Premier League z bliska. Oczywiście nie mogłem sobie odpuścić okazji zakupienia programu meczowego. Pierwsze wejście na trybuny. Ciary, ekscytacja, może nawet lekkie wzruszenie. Obraz, który tak często widziałem w ekranie telewizora miałem teraz na wyciągnięcie ręki. Przez chwilę zapomniałem nawet o przenikliwym zimnie i zwyczajnie cieszyłem się przebywaniem w wymarzonym miejscu. Rozgrzewka i przedmeczowe zapowiedzi spikera umilały mi czas przed rozpoczęciem spotkania. Wręczenie nagrody za najlepszego piłkarza stycznia Mohamedowi Elneny'emu pomogło mi jednak zdjąć kolorowe okulary, obrazując fakt, że obecnie nasza dyspozycja pozostawia wiele do życzenia, a mieliśmy przecież za chwilę zagrać z najlepszą drużyną na Wyspach. Nie było jednak już czasu na zamartwianie się. Wyprowadzenie piłkarzy na murawę, charakterystyczna dla angielskiej ekstraklasy muzyka i pierwszy gwizdek arbitra. Zaczynamy.



Jedyne nad czym nieco ubolewałem przed spotkaniem było to, że na mecz wybrałem się sam. Dosyć szybko dołączyli jednak do mnie moi kompani, którzy przez wszystkie te lata wielokrotnie towarzyszyli mi przy oglądaniu meczów The Gunners. Problem w tym, że naprawdę ich nie znoszę. Nie mogłem jednak nic już poradzić i tak oto beznadzieja, rozczarowanie i wstyd były ze mną także w Anglii. A może to ja po prostu wreszcie odwiedziłem ich dom. Po powrocie do Polski zostałem zapytany o to, czy City rzeczywiście gra tak fantastyczną piłkę. Mogłem jedynie odpowiedzieć, że nie pamiętam. Naprawdę, wszystkie stracone przez nas gole widzę jak przez mgłę. W mojej pamięci zakodowały się inne obrazy. Pamiętam nieporadność naszych zawodników, pamiętam grobową atmosferę na trybunach, pamiętam kibiców City, skandujących hasła, żeby Wenger został w klubie. Dobrze widzę kontrast pomiędzy dwoma różnymi menedżerami, chodzącym ciągle przy linii i żywo dyrygującym Hiszpanem a siedzącym całe spotkanie i ściskającym z nerwów ręce Francuzem. W mojej pamięci został zmarnowany karny Aubameyanga, będący gwoździem do trumny z napisem "nadzieja", a także kibice w czerwonych koszulkach, którzy już pół godziny przed końcem meczu zaczęli masowo opuszczać stadion. Nie zapomnę też policzka w twarz, jakim było to, że po odsiedzeniu na mrozie ponad stu minut, zaledwie trzech piłkarzy pokazało osobistą klasę i podeszło do trybun, aby podziękować pozostałej resztce kibiców. Myślę jednak, że najtrwalej w mojej głowie zakoduje się jedna sytuacja. Cały mecz siedział przede mną mężczyzna, który przyszedł na stadion wraz z synkiem, na moje oko chłopak mógł mieć maksymalnie pięć lat. Wytrwale oglądali całą tę błazenadę, jednak na dziesięć minut przed końcem, po kolejnym kompromitującym zagraniu któregoś z naszych zawodników, mężczyzna gwałtownie wstał, krzycząc: "Nie, nie, nie, dosyć tego, wychodzimy stąd, idziemy!" Współczułem temu małemu chłopcu, którego tata musiał wyciągnąć za rękę ze stadionu ich ukochanego klubu, gdyż wiem, że czeka go jeszcze wiele takich rozczarowań. Sam przez to nieraz przechodziłem, a on odczuje to jeszcze bardziej, gdyż doświadcza tego wszystkiego z bliska. Tak właśnie wyglądało spełnianie mojego marzenia.



Możecie powiedzieć, że jestem naiwny. Przecież dobrze wiedziałem na co się piszę, jadąc na starcie przeciwko potworowi, którego stworzył Guardiola. Po cichu wierzyłem jednak, że mój pierwszy mecz na żywo będzie przełomowy dla Arsenalu, że znowu historia mojego życia połączy się w jakiś sposób z historią tego klubu. No i prawie się tak stało, bo po meczu dochodziły do mnie głosy o możliwym zwolnieniu Wengera. To dopiero byłby paradoks. Szybko zszedłem jednak na ziemię i przypomniałem sobie, że prędzej sam dostanę pracę w Arsenalu, niż gdyby mieli wyrzucić Francuza. Doświadczyłem osobiście upadku i największego kryzysu mojego klubu, jaki do tej pory pamiętam. Dlatego też nie zdziwiły mnie ponowione pytania, po co ja się z nimi jeszcze męczę i dlaczego sobie po prostu nie odpuszczę? Odpowiedź jest jednak dla mnie jasna. W miłości nie ma miejsca na odpuszczanie. Nawet jeśli ta druga strona tyle razy cię zraniła i rozczarowała, to po prostu trzeba o tę relację dbać i walczyć. A nic tak nie umacnia relacji, jak upadki. Nawet jeśli wiem, że tej miłości nie da się logicznie wytłumaczyć, nawet jeśli jest ona tylko jednostronna, to ja chcę być jej wierny. Niejednokrotnie słyszałem, że jeśli nasza droga życiowa jest ciężka, to znaczy, że idziemy w dobrym kierunku. Jeżeli to prawda, to nie mogłem wybrać lepszego zespołu. Gdy patrzę na kibiców klubów, które taśmowo zgarniają najważniejsze trofea, to nie ma we mnie zazdrości. No bo jaka radość jest w tym, że bez większych emocji przyjmuje się kolejne zwycięstwo, które jest dla nich czymś oczywistym. Nie chciałbym być fanem zespołu zbudowanego na ogromnych pieniądzach miliarderów, nie chciałbym być fanem klubu, który nie ma słabych stron, deklasując i wywyższając się ponad wszystkich. Jestem kibicem klubu, który ma więcej wpadek niż sukcesów. Wspieram klub, z którego często wszyscy wokół sobie żartują. Przechodzę całą drogę z klubem, któremu momentami naprawdę już ciężko kibicować. Jestem kibicem Arsenalu i jestem z tego powodu cholernie dumny, bo zwyczajnie mogę się z tą drużyną utożsamiać. Ja też mam pełno wad, nad którymi muszę pracować, też nieraz było mi wstyd za moje zachowanie, a moje życie nie jest pasmem ciągłych sukcesów. Nikt nie odbierze mi wszystkich radosnych momentów spędzonych z tą drużyną, nikt nie odbierze mi tego, że dzień, w którym Arsenal sięgnie po mistrzostwo czy Ligę Mistrzów, a wierzę, że dożyję takiego dnia, będzie jednym z najpiękniejszych i najbardziej wyjątkowych wydarzeń w moim życiu. Wierzę też, że jeszcze wrócę na Emirates i na żywo doświadczę pięknych chwil , a nawet jeśli po raz kolejny miałbym zobaczyć bandę papudraków w czerwonych koszulkach, którzy po meczu odwrócą się do mnie plecami, schodząc do szatni, to nadal będę z nimi. Bo właśnie na tym opiera się ta niewytłumaczalna miłość.

Emirates StadiumManchester CitySklep kibica Arsenalu autor: Michał Kruczkowski źrodło: własne

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany. Załóż konto lub zaloguj się w serwisie.
poprzednia12następna
Krzyma6 komentarzy: 153 13.04.2018, 08:44

Świetny tekst, taki z serducha... To miłe, że można tak podejść do tematu pomimo przegranego meczu. Dodaje otuchy, podtrzymuje na duchu, podsyca ogień w sercu. Wielkie dzięki za artykuł. Życzę jeszcze wielu meczy z wygraną w tle.

dudekns komentarzy: 5875 22.03.2018, 09:56

Fajny artykuł.

Chakaa komentarzy: 477 20.03.2018, 22:15

@Daymon: wziąć a nie wziąść...

Rowerinho komentarzy: 232 18.03.2018, 23:59

Ktoś może powiedzieć, że historia jakich wiele. Że każdy przechodzi rozczarowania, że "ja tez byłem na meczu", że to, że tamto... A jednak, chyba każdy prawdziwy kibic się z przesłaniem tego tekstu utożsamia z automatu. To jest Arsenal!

Człowiek ma naturalną, instynktowną potrzebę poczucia przynależności. Im ktoś inteligentniejszy, tym bardziej emocjonalnie podchodzi do takich spraw. Jedni mówią o Bogu, ojczyźnie, inni o tym, inni o tamtym, kobiety o ciężko pracujących samotnych matkach, mężczyźni o bohaterach czasów przeszłych... jeszcze inni mają swój klub sportowy, zawodników ducha klubu, barwy, nawet jeśli to sprawa błaha. Nawet jeśli to dodatek, w życiu , w którym chodzi się do pracy, wraca, odbębnia swoje, rano odwozi dzieci do szkoły, na głowie ma się tysiąc spraw, a kibicowanie (pozornie) sprowadza się do śledzenia wiadomości i oglądania meczu co niedzielę... A jednak. Tylko tyle i aż tyle. Miłość? Mam żonę, syna, i nie mogę powiedzieć, że darzę Arsenal miłością. To nie to samo. To nie człowiek, to nie rodzina. To jest Arsenal. To jest klub, to jest idea. To jest mój sportowy patriotyzm.

Moja przygoda z Arsenalem? Jak pewnie u większości tutaj zgromadzonych, zaczęło się za małolata, ale powód tego był bardziej kuriozalny. Jako dzieciak nałogowo czytałem książki. Fantasy, kryminały, młodzieżowe, wszelkiego rodzaju. Pewnego razu w ręce wpadła mi książka o młodych, brytyjskich sierotach, które były werbowane do pracy w wywiadzie. Główna postać książki, James, był typowym nastolatkiem. Jego ulubionym piłkarzem był Tony Adams, a klubem Arsenal właśnie. "Adams? Kurde, kojarzę gościa."... Do dziś pamiętam jak wchodzę w internet, wpisuję hasło "Arsenal" i czytam pierwsze lepsze teksty, usilnie chcąc się dowiedzieć dlaczego ten James tak lubił ten klub. Nawet się nie obejrzałem, jak o Jamesie zapomniałem, a w jego miejsce wskoczył Henry, Bergkamp, Adams, Vieira...

O ile na początku nawet nie miałem okazji oglądać meczy, tyle gadałem swojemu ojcu (zapewne w większości głupoty), że w końcu zaczął też się interesować, zapewne żeby mieć dobry temat do rozmowy ze swoim pierworodnym. Do dziś pamiętam, jak mnie zawołał, wszedłem do pokoju, leciał mecz. "Kto gra?" - spytałem. "Arsenal" - skubaniec, dobrze wiedział, jak mnie zainteresować.:) Z kim grali, kiedy dokładnie to było? Nie mam pojęcia. Wygrali 2-1, bramkę strzelił Henry, byłem zafascynowany. Ruszyła maszyna. Kto by się spodziewał, że zacznie się od kilku linijek tekstu w książce przygodowej... Wyobraźnia dziecka to jednak magiczna rzecz.:)

Na swój pierwszy mecz musiałem czekać długo, ale nie zapomnę tego meczu nigdy. Jak zapewne spora część tutaj obecnych.Pamiętne 0-0 ze Swansea, mecz życia Forstera na The Emirates. Totalna dominacja. Szok i niedowierzanie, że tak to się zakończyło. I kompletnie sfrustrowany tłum kibiców opuszczających stadion w kierunku domów. Na mecz pojechałem, a jakże, ze swoim ojcem, który dzisiaj śledzi wyniki nie mniej ode mnie.:)

Teraz mam żonę, studia, pracę i półtorarocznego synka. I mogę Wam obiecać jedno - będzie, oj będzie mój młody, kibicować Kanonierom.

COYG!

SoulStorm komentarzy: 3640 18.03.2018, 23:42

Kibicuję Arsenalowi 21 lat mam wzloty i upadki co do klubu i on sam przezywa to samo.

To dopiero jest miłość.

Młodzi nie wiedzą co to znaczy mieć w sercu jeden klub przez tyle lat.

Control komentarzy: 1228 18.03.2018, 20:08

Serducho za newsa, też byłem na tym meczu, niesamowicie to opisałeś, czytając czułem sie jakbym sam to napisał

Tokalau81 komentarzy: 11 18.03.2018, 15:24

Chyba niejeden kibic Arsenalu miał w tym sezonie chwilę zastanowienia nad zmianą obiektu zainteresowań, ze mną włącznie, ale tak jak napisałeś - to jest związek nierozerwalny i niełatwo to zrozumieć. Bardzo szczere i prawdziwe słowa, brawo

Maciek_AFC komentarzy: 2479 18.03.2018, 13:05

To jest pasja panowie, czysta milosc. Bezgraniczna

adamkanonier komentarzy: 329 18.03.2018, 11:56

@Kubalsky15: Również się nie zgodzę. Mieszkam niedaleko Poznania i sympatią pałam do Lecha. Lecz tak na prawdę to klub w oddalonym ode mnie o 14000 km mieście mnie tak fascynuje, porusza, denerwuje . MOŻE TO PO PROSTU PASJA... ?

Marioht komentarzy: 4521 18.03.2018, 11:34

@MVTI: Popieram.

@Czeczenia: Tutaj bardziej chodzi o uczucia. Nie fizyczne wyrzeczenia.
O emocje jakie w nas wyzwala ten klub.
Ostatnimi czasy nie są to stany euforii...

MVTI (redaktor) komentarzy: 157 newsów: 287 18.03.2018, 10:03

@Kubalsky15: Zwykłe bzdury, nie możesz narzucić komuś targetu w kibicowaniu. Nawet klub z Mozambiku możesz pokochać równie mocno co Arsenal.

Kubalsky15 komentarzy: 669 18.03.2018, 09:34

Czyta się super, można się uśmiechnąć ;)
Ale z tą miłością nie przesadzajmy, z resztą nie wiem jak tam u was. Ale dla mnie Arsenal jest po prostu klubem, któremu kibicuje mocno, oglądam mecze, śledzę wyniki itp itd.
Najważniejsza miłością powinien być właśny lokalny klub z naszej rodzimej Ekstraklapy.

adamkanonier komentarzy: 329 18.03.2018, 09:33

Ja swój "pierwszy raz " który pamiętam do dzia miałem w finale z Barca. Pamiętam wtedy, że byłem w podstawówce i już w tym sezonie jakieś parę spotkań oglądałem, wiadomo to co pokazywali w tv albo jakieś powtórki ale jako małolat nie wiedziałem jeszcze ze można na Internecie stream'y oglądać. Ale wracając do finału - założyłem się z kolegą o ogromną pizzę i duża colę że Arsenal wygra... pierwszy mój mecz który pamiętam od deski do deski. Każdy wie co się stało.... A ja ... ryczałem po meczu jak bóbr. Ale to właśnie od tego meczu zakochałem się na amen w tym pięknym klubie!

Czeczenia komentarzy: 8906 18.03.2018, 08:54

Miłość? Gruba przesada.

Zaangażowanie i poświęcenie kibica z Polski, kończy się na wyszukaniu streamu.

Oczywiście, Arsenal nie spełnia oczekiwań kibiców, piłkarze to najemnicy, do tego ułomni sportowo, ale Arsenal to wciąż wielka firma, wielka korporacja. Jeden z najbogatszych i najlepszych klubów, najbardziej medialnej lidze świata. Grają tu zawodnicy znani w każdym zakątku świata, mistrzowie świata również. W pucharach od 20 lat Arsenal gra na wiosnę. Z tych 20, właśnie pierwszy raz w LE, do tej pory Champions League. Na Emirates przegrywał Milan, przegrywała Barcelona i Bayern, o klubach z Londynu i Manchesteru nie wspominając.

I chociaż Arsenal nigdy nie wygrał LM, od prawie 15 lat czeka na mistrzostwo, to wciąż jest to klub na poziomie top20 na świecie. I chociaż w ostatnich latach więcej razy dotkliwie dostał w ucho niż efektownie wygrał, to przez ani jeden dzień z ostatnich 15 lat, nie borykał się z problemami 99,999% klubów w Europie, które nie są wielkimi korpo-klubami.

Ten kontrast szczególnie widać z mojej perspektywy, czyli z perspektywy kibica w Polsce. Chyba nie muszę opisywać jakie problemy dotyczą klubów w Polsce, bo ta opowieść nie ma końca.

Dlatego nie uważam, że kibicowanie Arsenalowi jest trudne. Uważam, że jest bardzo łatwe. Szczególnie z perspektywy kibica internetowego. Mecz się kończy, można zjeść bigos i obrazić Xhakę na k.com.

AaronRambo komentarzy: 876 17.03.2018, 22:32

I pomyśleć, że ja kibicem Arsenalu zostałem po porażce w finale z Galatą w 2000 roku :)

pedroklub komentarzy: 173 17.03.2018, 21:50

Bardzo miły i naturalny tekst.
Ja kibicuję Arsenalowi, z różnym natężeniem już ok 50-ciu lat. Kiedyś nie myślało się nawet o tym, żeby pojechać na Highbury. Jako chłopak napisałem do klubu kibica i dostałem zdjęcie zespołu z autografami i prawdopodobnie szalik. Teraz, moją miłość do klubu przelałem na Syna i udało nam się zasiąść w 5 rzędzie na Emirates 15 maja 2016 i zobaczyć jak Arsenal, w ostatnim meczu sezonu zdobywa wicemistrzostwo Anglii wygrywając z Aston Villa 4 - 0. Hat trick Oliviera Girouda, pożegnanie Rosickiego i Artety. Piękne słońce, ciepło, 60 tys. kibiców. Marzenia się spełniają. Jeśli ktoś chce pojechać na mecz, wydać na to dużo kasy to polecam wybrać się na ostatni mecz w sezonie, oczywiście domowy. Zawodnicy zostają długo na boisku, maszerują z rodzinami, można zrobić sobie zdjęcia z gwiazdami typu Rosicki czy Pires. Niepowtarzalna atmosfera. Nie to co koniec meczu i wszyscy do domu.

arturo komentarzy: 476 17.03.2018, 20:39

Bardzo fajny artykuł :-)

Piateczek25 komentarzy: 20 17.03.2018, 17:47

Ja po raz pierwszy gdy usłyszałem o piłce nożnej to była to informacja o Wojtku dołączającym do Arsenalu i Jakoś ten Arsenal utkwił mi w pamięci. Nawet jak nie oglądałem piłki nożnej i gdy słyszałem Arsenal to zawsze byłem tego ciekaw. A dzisiaj jestem smutny gdy nie mogę obejrzeć meczu nawet 2 składu.

AaronJackRamshere komentarzy: 9 17.03.2018, 17:34

Ja się zakochałem w Arsenalu po meczu Arsenal-Barca nie pamiętam który to był już rok xDD wczesniej jakos zbytnio nie kibicowalem klubom po prostu lubilem ogladac mecze ale po tamtym meczu jakos Arsenal zakotwiczyl sie w moim sercu. Zycze CI abys pewnego dnia ogladal z trybun jak Arsenal wygrywa jakies trofeum. COYG !!!

Daymon komentarzy: 65 17.03.2018, 16:49

Miałem okazję być na tym cholerny meczu z citi. Kolega chciał sprzedać bilet za grosze ale niewiem czemu bałem się go wziąść. Nie poszedłem na ten mecz mając przeczucia jak to się skaczy i jak na to wszystko bym reagował. Niewiem czy nie ryczałt bym mocniej niż ten mały chłopiec parę dni wcześniej. Widzisz ze twoja miłość sobie nieradzi potrzebuje jakiejś pomocy oddał byś jej swoje serce czasem swoje siły piłkarzom by mocniej się starali lecz nie możesz. Rola kibica jest okrutna i trudna. Bo chcesz pomuc ale nie możesz

Dominik11 komentarzy: 12028 17.03.2018, 16:00

Ja zacząłem w 2006 w meczu z Realem u siebie , jakoś tak przecież przyjechał wielki Real którym parę lat wcześniej kibicowałem ale że akurat w tym czasie jeszcze kibicowałem Liverpoolowi .

Arsenal Angielska drużyna więc niech wygra i im kibicowałem potem jakoś tak zostało , porzuciłem Liverpool a zakochałem się w Arsenalu i tak zostało a miałem okazję zmienić klub paru kibiców Manu w tym bratanek chciało żebym kibicował im a nie Arsenalowi było to w 2010 r.

Obejrzałem mecz z nimi Manu ale nie to samo i powiedziałem ja zostaję przy Arsenalu, nigdy tego nie zmienię .

wejsun komentarzy: 500 17.03.2018, 15:53

Będę szczery ja zacząłem kibicować Arsenalowi ze względu na Szczęsnego dlatego gdy ten opuszczał Arsenal (najpierw na wypożyczenie) byłem pewien że jeśli chodzi o Arsenal będę tylko śledzić wyniki a było zupełnie na odwrót , jeszcze bardziej przywiązałem się do AFC i coraz bardziej interesowałem się historią , legendami tego klubu powiem więcej! Duży w tym miał wkład również Arsene Wenger dlatego że w wielu wywiadach zawodnicy się o nim pochlebnie wypowiadali więc zaciekawiła mnie jego osoba. Dlatego też nie wyobrażam sobie siebie kibicującemu innemu klubowi.

COYG!

zly_kanonier komentarzy: 3088 17.03.2018, 15:28

Bardzo dobry tekst.
Oddałeś uczucia wielu z nas. Kilka dni przed tobą byłem po raz pierwszy na Emirates oraz w muzeum i miałem wrażenie jakbym cofnął się w czasie do tych najwspanialszych chwil, które przeżyłem jako kibic Arsenalu, co na swój sposób było piękne. Może i lepiej, że nie miałem możliwości wybrać się na mecz, bo jeszcze bardziej bym odczuł tą drugą stronę doznań, które mi towarzyszyły.

adzikos89 komentarzy: 1 17.03.2018, 14:14

Tekst fajny i pewnie pasuje do wielu kibiców. U mnie sytuacja tez wyglądała podobnie, tylko ze zacząłem kibicować Arsenalowi w 2001, no i na zrealizowanie swojego marzenia wybrałem inauguracyjny mecz tego sezonu PL z leciester, także mecz był kozak 4:3, chyba najlepszy w tym sezonie jeśli chodzi o emocje. Polecam wyjazdy na Arsenal, naprawdę niezapomniane odczucia ; )

Smazony komentarzy: 92 17.03.2018, 14:00

Naprawdę świetny tekst! Powiedziałbym wręcz że bardzo zbliżony do moich odczuć i historii związanej z tym klubem, choć kibicuję mu trochę krócej i nie byłem jeszcze na Emirates Stadium (jednak na pewno kiedyś się tam zjawię!). Wracając do sedna, cały ostatni akapit po prostu ideał.

IanWright komentarzy: 660 17.03.2018, 13:59

Arsenal naszą miłością a Wenger teściową...

squarecube komentarzy: 381 17.03.2018, 13:00

Jeszcze nie przeczytałem ale tytuł genialny.

mmates komentarzy: 6 newsów: 15 17.03.2018, 12:59

Ja byłem 4 dni wczesniej na meczu z City w finale na Wembley, takze zawsze moze sie trafic gorszy mecz :)

Marioht komentarzy: 4521 17.03.2018, 12:40

@Szogun: Dokładnie. Najgorsza rzecz jaka może spotkać mnie w relacji z Arsenalem to obojętność. Oby nigdy nie nastąpił taki moment.

Fajny tekst.
Trochę smutny, tak jak smutne jest to co dzieje się w tym klubie w ostatnich latach.

"W miłości nie ma miejsca na odpuszczanie. Nawet jeśli ta druga strona tyle razy cię zraniła i rozczarowała, to po prostu trzeba o tę relację dbać i walczyć. A nic tak nie umacnia relacji, jak upadki. Nawet jeśli wiem, że tej miłości nie da się logicznie wytłumaczyć, nawet jeśli jest ona tylko jednostronna, to ja chcę być jej wierny. Niejednokrotnie słyszałem, że jeśli nasza droga życiowa jest ciężka, to znaczy, że idziemy w dobrym kierunku. Jeżeli to prawda, to nie mogłem wybrać lepszego zespołu. Gdy patrzę na kibiców klubów, które taśmowo zgarniają najważniejsze trofea, to nie ma we mnie zazdrości..."

Brawo. ;-)

Dziabenty7 komentarzy: 11 17.03.2018, 12:36

"Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko". - ks. Twardowski

Szogun komentarzy: 21692 newsów: 3 17.03.2018, 11:32

Z Miłością jest tak,że bez względu na okoliczności nie gaśnie. Można być wkurzonym i wrzeszczeć ale wciąż to oznaka,że Nam zależy a ten klub jest w sercu.

Pukawka komentarzy: 382 17.03.2018, 11:26

Kiedyś w liceum babka od niemieckiego powiedziała do mojej koleżanki "ta miłość jest taka destrukcyjna" gdy spóźnia się na lekcje bo calowala sie z chłopakiem. Ta nasza miłość do Arsenalu chyba też jest trochę destrukcyjna, ale czasem klub ja odwzajemnia.
Swoją drogą to był strasznie głupi babsztyl:D

MuodyWenger komentarzy: 213 newsów: 10 17.03.2018, 11:10

Piąteczka za tekst! Fajnie opisane uczucia, które w ostatnich latach niestety wiążą się z kibicowaniem AFC

Argudo komentarzy: 5923 newsów: 6 17.03.2018, 11:05

Ostatni akapit taki prawdziwy... Wiele razy zastanawiałem się, co mnie ciągnie w stronę tego klubu, przecież mam z tego coraz mniej satysfakcji. Ale to chyba właśnie ta absurdalna miłość, którą odczuwam, mimo, że tyle razy mnie zawodził.

praptak komentarzy: 5479 17.03.2018, 10:57

"Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty (...)".
W związkach to słowo jest często nadużywane. Potem może się okazać, że nie jest wystarczająco "wygodnie" i partner zmieniany jest na innego, o lepszym statusie, partnerka na atrakcyjniejszą.
Każdy kto znalazł się w takiej sytuacji, powinien poznać kibiców Arsenalu, to może przywrócić wiarę w prawdziwą miłość.
Tylko najpierw trzeba mieć świadomość że nieco przyspiesza ona zgon

dominrr komentarzy: 523 17.03.2018, 10:55

Bardzo fajny tekst. Z jednej strony Ci zazdroszczę a z drugiej znowu współczuje :)
Pozdrawiam

KapitanJack10 komentarzy: 234 17.03.2018, 10:35

@Archiwald: Wiadomo, że są tacy jak Ty. Tym bardziej, że kibicujesz Arsenalowi :) bardziej chodzi mi o takiego przeciętnego kibica Realu, typowego sezonowca, który myśli, że klub ma obowiązek wygrywać wszystko do spodu a każdy inny scenariusz = ostra krytyka. Niestety tak wygląda większa część społeczności proRealowskiej.

Archiwald komentarzy: 835 17.03.2018, 10:33

A co do samegoartykulu to przeczytalem teraz jednym ciagiem na przerwie w pracy przy barszczyku i mimo tego, ze to byl yo nie najprzyjemniejszy mecz na jaki mogles sie wybrac to i tak zazdroszcze, no nic wracam do rzeczywistosci :)

Archiwald komentarzy: 835 17.03.2018, 10:30

Kapitan nie do konca sie z tym zgadzam, oprocz kibicowania Arsenalowi sympatyzuje tez z Realem i Lazio od malego i pamietam te czasy jak Real odpadal 5x pod rzad w 1/16 lm a pozniej przyszla domibacja w lidze i europie Barcy Guardioli, wiec potrafie teraz doceniac i cieszyc sie z ivh sukcesow i zrozumiec kazdy slabszy okres

Kredens komentarzy: 2216 17.03.2018, 09:37

@Daymon

za karte placisz raz i hest wazna caly sezon

Blizniak96 komentarzy: 1446 newsów: 5 17.03.2018, 09:35

Bardzo podobnie :D. Tyle że u mnie zaczęło się od przegranego finału Ligi Mistrzów w 2006, nie wiem dlaczego ale od tego momentu zacząłem uwielbiać Arsenal

KapitanJack10 komentarzy: 234 17.03.2018, 09:16

A ja po 8:2 z Utd powiedziałem dość! Koniec kibicowania Arsenalowi, znajdę sobie inny ulubiony klub. Miałem wtedy 12 lat. Live był już mojego brata, Utd, Chelsea, Totki odpadały. Los padł na Man City. Wszedłem na ich stronkę, coś tam poczytałem i jedyne do czego doszedłem to to, że już jestem tak przesiąknięty sympatią do Arsenalu, że choćbym na głowie stawał to nie mam szans zrezygnować z kibicowania Kanonierom..

Spójrzcie na kibiców np. Realu. W 4 lata 3 razy Liga Mistrzów, Mistrzostwo mniej więcej co dwa lata. Teraz słabszy sezon w lidze i co? Fala hejtu kibiców na własny klub. Jeśli już trofea są uważane za chleb powszedni to jaka jest przyjemność z kibicowania? Dlatego warto kochać Arsenal.

P.S Tamtej chwili słabości, która tak na marginesie trwała może godzinę, znajomi pamiętają mi do dziś i jest mi strasznie wstyd za każdym razem jak sobie o tym przypomnę :/

Jacek1s komentarzy: 413 17.03.2018, 08:55

Ja się zapoznałem, a później zakochałem w Arsenalu gdy miałem 12 lat, a był to dosyć dziwny związek bo mało brakowało, a zamiast kibicem Arsenalu byłbym kibicem Man City, ale w sercu miałem jakąś... "igłę" o ile mogę to tak nazwać, która kłuje gdy chcę wybrać inną drużynę. Wtedy jeszcze nie wiedziałem do czego to doprowadzi, ale jestem szczęśliwy z mojego wyboru. Kocham Arsenal i kibiców, którzy po kryzysie w zespole nadal go kochają tak samo jak ja.

PrzeArs komentarzy: 900 17.03.2018, 08:54

Dokładnie, dlatego ja już tez 12 lat kibicuje Arsenalowi i będę kibicować do końca życia :) a propo żeby kupić bilet na mecz muszę mieć tą kartę czlonkowska???

Daymon komentarzy: 65 17.03.2018, 07:52

Fajny artykuł. A tak w nawiasie czy za kartę członkostwa płaci się raz czy uiszcza jakąś stałą opłatę co miesiac

Tormentor komentarzy: 71 17.03.2018, 00:59

Też się czuję skazany na Arsenal.
Urodziłem się na 100 lecie klubu.
Jakoś w 95 grałem w jakiegoś managera piłkarskiego gdzie nie mogłem zmienić drużyny i musiałem grać tą na A :D
No i że skład znałem na pamięć, a potem na Euro 96 obserwowałem Adamsa, Platta, Seamana to juz wiedzialem ze chlopaki z Arsenalu i tak zacząłem kibicować chociaz pierwsze kilka lat to byla obserwacja telegazety i od czasu do czasu cos na canal+. Także przeskok na klub nr 3,4,5 boli mnie chybas jeszcze bardziej ale zawsze sobie to tłumaczyłem, że klub prowadzi rozsądną politykę transferową, wyławia talenty i w ogole jest najlepiej prowadzony na swiecie.
Najbardziej nienawidzę Chelsea bo pamietam jak to był gównoklubik i jak zaczelo sie skupowanie gwiazd. Najczarniejszy dzień, którego żałuję to finał ligi mistrzów, gdyby Henry miał lepszy dzień to Wenger moglby wczesniej isc na emeryture bo zdobylby juz wszystko.

lucasnoline komentarzy: 4790 17.03.2018, 00:55

W samo sedno. Ja z @Kysio2607: mieliśmy farta i nasz pierwszy obejrzany na żywo mecz był wygrany i to dość efektownie, bo z Crystal Palace, ale zastanawiałem się co by było gdybyśmy trafili na jakiś blamaż i jakie emocje by mną kierowały.

Świetny tekst i bardzo dobrze napisany.

_Gooner_ komentarzy: 4 17.03.2018, 00:39

Arsenal Till I Die!!!

kamilo_oo komentarzy: 17636 17.03.2018, 00:34

Świetny tekst.

Kruczekafc4 (redaktor) komentarzy: 9 newsów: 286 17.03.2018, 00:19

Cech, Ramsey i Bellerin :D

poprzednia12następna
Następny mecz
Ostatni mecz
Manchester United - Arsenal 29.04.2018 - godzina 17:30
? : ?
Arsenal - West Ham United 22.04.2018 - godzina 14:30
4 : 1
Tabela ligowa
Tabela strzelcówStrzelcy
DrużynaMWRPPkt
1. Manchester City34293290
2. Manchester United34235674
3. Liverpool352011471
4. Tottenham Hotspur34208668
5. Chelsea34196963
6. Arsenal341761157
7. Burnley3514111053
8. Leicester City3411111244
9. Everton341191442
10. Newcastle United331181441
11. AFC Bournemouth359111538
12. Watford351081738
13. Brighton & Hove Albion348121436
14. Crystal Palace358111635
15. West Ham United348111535
16. Huddersfield Town34981735
17. Swansea City34891733
18. Southampton345141529
19. Stoke City356111829
20. West Bromwich Albion354131825
ZawodnikBramkiAsysty
Mohamed Salah319
Harry Kane262
Sergio Agüero216
Raheem Sterling188
Jamie Vardy171
Romelu Lukaku167
Roberto Firmino157
Alexandre Lacazette133
Son Heung-min125
Eden Hazard123
Sklep piłkarski Arsenal Londyn Nike
Publicystyka
Wywiady
Piłka nożna