Nick Hornby: Czas coś zmienić

Nick Hornby: Czas coś zmienić 17.07.2017, 22:32, Karol Chowański 7 komentarzy Nick Hornby jest scenarzystą i autorem "Piłkarskiej gorączki", zapisem codziennego losu fana Arsenalu. W felietonie dla ESPN analizuje dokonania Arsene'a Wengera i Kanonierów w sezonie, który zakończyli poza czołową czwórką.

Arsene Wenger, menedżer Arsenalu - choć słowo "menedżer" zdaje się umniejszać wszechwładnej roli Wengera w klubie - i lider opozycji w Wielkiej Brytanii Jeremy Corbyn przez ostatni rok lub dwa mieli ze sobą wiele wspólnego.

Obaj są silnie kojarzeni z dzielnicą Islington w północnym Londynie. Corbyn reprezentuje okręg wyborczy Islington North. Wenger tam pracuje. Corbyn jest kibicem Arsenalu i wielokrotnie zapewniał o swoim przekonaniu, że Wenger to najlepszy człowiek do tej roboty. (Wenger póki co nie odwdzięczył się komplementem, być może z obawy o wysokość podatku dochodowego, jaki musiałby płacić od swej dziewięciomilionowej pensji pod rządami socjalistów.) Obaj w jakiś sposób utrzymali swoje stanowiska mimo regularnych wezwań do ustąpienia; obaj mogli powitać lato ze spokojem o zachowanie swych stanowisk dzięki umiarkowanym, acz niespodziewanym, sukcesom.

Mimo to jest między nimi znacząca różnica. Podczas gdy po Corbynie można się spodziewać, że poprowadzi Partię Pracy do zwycięstwa w kolejnych wyborach, bardzo nieliczni sympatycy Arsenalu wierzą, że Wenger zdobędzie mistrzostwo Anglii, a triumf w Lidze Mistrzów wydaje się bardziej odległy niż kiedykolwiek.

Ach, w przypadku Corbyna są jeszcze narzędzia demokratyczne mogące, w teorii, pozbawić go miana lidera laburzystów. W Arsenalu taki mechanizm nie istnieje. Wygląda na to, że Arsene Wenger zostanie w klubie tak długo, póki uzna, że już nie chce. To człowiek miły i racjonalny, więc ciężko wyobrazić go sobie, jak wynajmuje zbirów, by pozbyć się dysydentów. A jednak istnieje uzasadnione podejrzenie, że mógłby - gdyby chciał. Chcąc najlepiej zrozumieć skalę jego wpływów, pomyślmy o Arsenalu jako małej pogrążonej w kryzysie republice bananowej z Wengerem jako upartym despotą.

Ostatnia kampania, podpowiada tabela Premier League, wypadła najgorzej spośród dwudziestu jeden sezonów Wengera w Londynie. Były protesty, bannery przypięte do samolotów i latające nad stadionami, okazjonalne bójki między kibicami. Atmosfera na The Emirates często robiła się toksyczna. Mogę przytoczyć tylko anegdotyczne dowody, ale dużo rozmawiam z sympatykami Arsenalu w trakcie tygodnia i odnoszę wrażenie, że nie ma wątpliwości względem tego, czy Wenger powinien zostać w klubie. Jeśli wśród kibiców są jakieś frakcje, w trakcie sezonu dzieliły się na chcących zwolnienia go natychmiast i takich, którzy z wdzięcznością za jego zasługi i szacunkiem uważają, iż powinien zorientować się, że już czas, i odejść sam.



"Po tym wszystkim, co dla was zrobił?", mawiali niektórzy eksperci, używając argumentu, zgodnie z którym Sir Bobby Charlton wciąż powinien co tydzień wychodzić na boisko w koszulce Manchesteru United. "Zawsze może być gorzej", przestrzegali inni. Jak by miejsca w tabeli zajęte przez Chelsea, Spurs, Manchester City i Liverpool wynikały z tego, że tam trawa jest bardziej zielona.

Kibice Arsenalu, którzy mają już dość, dobrze wiedzą, że istnieje ryzyko porażki z nowym trenerem. Po prostu wolą przegrywać w inny sposób. (A przy okazji, piąte miejsce w poprzednim nie musi być stacją końcową - może kolejna klęska będzie dotkliwsza, z przegapieniem Ligi Europy włącznie?)

Gdy już wydawało się, że Wenger nie jest w stanie wyjść z tego cało a - nawet przy podpisaniu nowego kontraktu - sezon skończył się dwoma wspaniałymi i autentycznie zaskakującymi zwycięstwami na Wembley. Nie mając niczego do stracenia, Arsenal wygrał z Manchesterem City w półfinale FA Cup, przy dużej dozie szczęścia. Ta sama drużyna, zmagająca się z kontuzjami i słabsza w przekroju całego sezonu, w finale pokonała Chelsea, kontrolując spotkanie przez jakieś osiemdziesiąt dziewięć i pół minuty.

Byłem tak pewny przykrego popołudnia, że w dniu finału umówiłem się ze znajomymi na mieście. Gdy nasz klub przegrywałby trzema bramkami, siedzielibyśmy z dala od stadionu i wątpię, byśmy byli tego dnia jedynymi z syndromem odrzucenia. Nie mogliśmy uwierzyć, co się dzieje, widząc, jak Granit Xhaka i Aaron Ramsey wygrywają bitwę o środek pola, Per Mertesacker i Rob Holding za ich plecami wyglądają jak Bobby Moore i Tony Adams, a Mesut Ozil wreszcie notuje porządny występ przeciwko drużynie z pierwszej szóstki.

Oglądałem Arsenal w dwunastu finałach Pucharu Anglii. Nie pamiętam bardziej satysfakcjonującego. Przez cztery ostatnie lata Wenger za każdym razem kończył sezon z hukiem ku uciesze fanów - mam na myśli trzy wygrane finały i niespodziewane wicemistrzostwo przed rokiem, kiedy Spurs ulegli grającemu w dziesiątkę, dawno relegowanemu do Championship Newcastle. Jakże frustrujące, spędzać kolejne lato ze złudną nadzieją, że nadejdą lepsze czasy. Na Wembley dostaliśmy obietnicę. Czy potrafią powtarzać taką grę co tydzień?

Jest czymś szczególnie niepokojącym odnośnie sezonu, który niedawno się skończył, że po raz pierwszy od przeprowadzki na The Emirates kadrze nie brakowało dobrych piłkarzy na kluczowych pozycjach. Kupiono Xhakę dla wzmocnienia siły fizycznej w środku pola. Shkodran Mustafi i Holding sprawiali wrażenie, jakby byli w stanie rozwiązać odwieczne problemy w obronie. Lucas Pérez wywierał presję na Giroud. Jednak oceniając z dzisiejszej perspektywy te 90 milionów funtów i tylko Holding, inwestycja w przyszłość, okazał się niepodważalnym sukcesem. Mustafi przez większość sezonu był kontuzjowany. Xhaka, który miał niezłą końcówkę, znaczną część sezonu był zawieszony po paru bezmyślnych czerwonych kartkach. Péreza Wenger przeważnie ignorował.



Podczas kilku ostatnich meczów domowych trybuny znalazły swemu niezadowoleniu zastępczego adresata (protesty przeciw Wengerowi na stadionie należą do rzadkości i słabo je słychać) - Stana Kroenke, właściciela klubu. Jednak mimo nieudolności w zwalnianiu Wengera, trudno ustalić, dlaczego miałby być bardziej winny niż trener. Po boisku biega mnóstwo pieniędzy, ktokolwiek gra.

Najgorszymi momentami sezonu były żałosne porażki po 5:1 z Bayernem Monachium. Skoro Sutton United przysyła drużynę zdolną tłamsić Arsenal, zastanawialiśmy się, czemu Arsenal nie może choć trochę utrudnić życia europejskim gigantom? To nie pomaga, oczywiście, że za oglądanie ich klubu okładanego przez europejskich gigantów widzowie płacą ogromne sumy. Spełnienie marzenia, które sprzedano nam opuszczając Highbury w 2006 roku - że wkrótce znajdziemy się na równi z Bayernem, Barceloną, Realem i całą resztą - wciąż czeka za kolejnym pagórkiem.

Jeremy Corbyn zyskał popularność wśród młodych wyborców między innymi dlatego, że przyrzekł im poprawę sytuacji materialnej. Bieda na The Emirates skończyła się wiele lat temu, ale poza wzniesionymi Pucharami nie ma czym się chwalić. "Zasada jest taka" powiedziała Alicji Biała Królowa w "Po drugiej stronie lustra" - że jutro będzie dżem i wczoraj był dżem, ale nigdy dzisiaj.

Jeśli Jeremy Corbyn i Arsene Wenger umówią się kiedyś na pogawędkę, nikt nie będzie zaskoczony, gdy wyskoczy wątek konfitur.

Arsene WengerNick HornbyPamiątki kibica Arsenalu autor: Karol Chowański źrodło: espnfc.com
Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany. Załóż konto lub zaloguj się w serwisie.
poprzednia1 następna
dudekns komentarzy: 4671 18.07.2017, 10:45

Ciekawy artykuł.

Piotrek95 komentarzy: 2404 18.07.2017, 09:21

Szkoda czytać tych wypocin...

rev komentarzy: 1350 18.07.2017, 06:46

Coś komentarz mi ucięło...

rev komentarzy: 1350 18.07.2017, 06:46

Podzielam zdanie poprzedników - tekst jest wręcz beznadziejny.

Nie mam czasu się odnosić do wszystkiego, do czego by wypadało, ale treść jest napisane bardzo tendencyjnie. Jedynym jego celem jest zdyskredytowanie Wengera. Autorowi nieźle to wychodzi, biorąc pod uwagę dość pompatyczny styl. Już po zdaniu " (...) słowo >>menedżer

henry1996 komentarzy: 774 18.07.2017, 03:01

no wlasnie, o czm? *******nie od rzeczy, o niczym , bledy merytotryczne....
slaby felieton, przegrywający starcie z rzeczywistoscia. slabo, Nick, slabo

patryksz komentarzy: 1597 18.07.2017, 00:26

@Necro: Jeden z ciekawszych artykułów jakie się pojawiły, a Pan pyta o czym?

Necro komentarzy: 2371 17.07.2017, 23:47

O czym to jest?

poprzednia1 następna
Następny mecz
Ostatni mecz
Everton - Arsenal 22.10.2017 - godzina 14:30
? : ?
Watford - Arsenal 14.10.2017 - godzina 18:30
0 : 0
Tabela ligowa
Tabela strzelcówStrzelcy
DrużynaMWRPPkt
1. Manchester City871022
2. Manchester United862020
3. Tottenham Hotspur852117
4. Watford843115
5. Chelsea841313
6. Arsenal841313
7. Burnley834113
8. Liverpool834113
9. Newcastle United832311
10. West Bromwich Albion824210
11. Southampton82339
12. Huddersfield Town82339
13. Swansea City82248
14. Brighton & Hove Albion82248
15. West Ham United82248
16. Everton82248
17. Stoke City82248
18. Leicester City81346
19. AFC Bournemouth81164
20. Crystal Palace81073
ZawodnikBramkiAsysty
Romelu Lukaku71
Sergio Agüero63
Raheem Sterling62
Álvaro Morata62
Gabriel Jesus61
Harry Kane60
Jamie Vardy50
Leroy Sané43
Mohamed Salah41
Alexandre Lacazette40
Sklep piłkarski Arsenal Londyn Nike
Publicystyka
Wywiady
Piłka nożna