homemailmap
kanonierzy

Futbol z ego w kieszeni - Wenger po 20 latach w Arsenalu

07.10.2016; 23:56 / Michał Koba

-Niedawno wszyscy fani Arsenalu, a pewnie także część piłkarskiego świata niesympatyzująca z Kanonierami, świętowali 20 lat pracy w Londynie Arsene'a Wengera. Z tej okazji amerykańska stacja NBC opublikowała zapis z rozmowy, jaką jeszcze podczas letniego tournée Arsenalu po Kalifornii z doświadczonym menadżerem przeprowadził dziennikarz Roger Bennett. Oto co do powiedzenia miał w czasie tamtego wywiadu Arsene Wenger:

Arsene, to już twój 21. sezon...
Nawet mi nie mów!

... w Arsenalu. Dlatego muszę wiedzieć, w jaki sposób zachowujesz w sobie tyle energii, by przez tak długi czas prowadzić czołowy zespół w Premier League? Czujesz się trochę jak Syzyf, który wtacza kamień na szczyt tylko po to, by za chwilę zrobić to ponownie, gdy głaz się zsunie?
Nie, niezupełnie. Myślę, że przetrwałem, bo po prostu kocham ten sport, kocham wygrywać i kocham oczekiwanie na kolejny mecz. Mam świetną pracę, ponieważ w tym zawodzie trzeba stworzyć pewną koncepcję, a potem pokazać, że sprawdza się ona na boisku. Futbol jest bardzo rozległą dyscypliną, w której ciągle doświadcza się czegoś nowego. Myślę, że uczy on pokory i daje pouczające lekcje tym, którzy myślą: „Odkryłem przepis na sukces!”. Po chwili okazuje się bowiem, że tak naprawdę nie odkryło się niczego.

Muszę cię o to zapytać... Jesteś racjonalnym, inteligentnym facetem, posiadasz tytuł magistra z ekonomii – co więc skłoniło cię do zostania trenerem? Przecież każdego sezonu może być tylko jeden zwycięzca. Każdy inny wyśmiewany, wzgardzony, staje się ofiarą tabloidów...
Przyjemność w tym wszystkim sprawia mi fakt, że mogę pomóc ludziom się rozwijać, dawać innym kilka chwil szczęścia i wydobywać z zespołu najlepsze cechy. Sezon nie skupia się tylko wokół tego, kto wygrał ligę, bo to by znaczyło, że istotny jest tylko mecz w ostatniej kolejce. Sezon to zbiór momentów, w których marzysz o zwycięstwie, w których jesteś nie do pokonania, ale i takich, kiedy nic ci nie wychodzi. Wtedy musisz podnieść na duchu swoich graczy i powrócić do gry. To fantastyczna szkoła, gdzie można się nauczyć, jak być twardym, a uważam, że silny człowiek to ten, który postawił przed sobą odległy cel i uparcie do niego dąży, nie zatrzymując się po upadku. To gość, który zachowuje odpowiedni poziom skupienia, dzięki czemu potrafi przejść z punktu A do punktu B i nie poddaje się po niepowodzeniu, który cały czas znajduje w sobie wystarczająco motywacji, być iść naprzód. Myślę, że właśnie to jest najbardziej interesujące w zawodzie menadżera.

Swoją pracę opisałeś kiedyś tak: „Przede wszystkim jestem wychowawcą. Staram się być wierny wartościom, które moim zdaniem są w życiu ważne i które staram się przekazywać innym.”. Jakie to są więc wartości?
Zdaję sobie sprawę z tego, że żyjemy w czasach, kiedy liczy się przede wszystkim wygrana i to bez względu na koszty. Myślę, że klub zasługuje na nieco więcej, że ten sport zasługuje na coś większego. Czasami dowiadujemy się, że ludzie, którzy przez długi czas byli podziwiani, oszukiwali. Jako menadżer masz wpływ na to, jak postrzega się klub, w którym pracujesz, to od ciebie zależy, w którym kierunku potoczą się kariery twoich podopiecznych, a także to ty decydujesz, w jakim stylu gra twój zespół i jakie osiąga wyniki. Jeśli potrafisz umiejętnie połączyć te trzy aspekty, możesz powiedzieć, że zacząłeś być menadżerem w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Powiedziałeś kiedyś jednej z gazet: „Uważam, że wielki klub powinien mieć ambicje, by wygrywać w jak najlepszym stylu.”.
Oczywiście.

Jeśli mógłbyś wybrać tylko jedno z dwóch – porażki po pięknych starciach lub wygrane w nudnym stylu – na co byś postawił?
To nie o to chodzi. Wydaje mi się, że najlepszym sposobem na zwycięstwo jest futbol, w którym każdy będzie potrafił pokazać to, co w nim najcenniejsze. Niesamowity w tej grze jest fakt, że nie ma takich zawodników, którzy posiadaliby każdą z potrzebnych cech. Jednak w sporcie drużynowym, co jest bardzo interesujące, można rozwijać w graczach umiejętności, które w nich dominują, a potem stworzyć tak harmonijny zespół, że prezentować się on będzie jak jedno ciało. Jeśli uda cię się to zrobić, zyskasz prawdziwą drużynę. To będzie ekipa, która zaprezentuje własny styl, ponieważ każdy będzie robił to, co mu wychodzi najlepiej. Taki skład stanie się też efektywny, gdyż poszczególni piłkarze będą wnosić swoje kluczowe cechy do kolektywu. Jeśli chodzi o te debaty na temat brzydkich wygranych, to uważam, że nie możesz nazywać się wielkim klubem i mówić kibicom: „Hej, przyjaciele, kupcie roczny karnet, bo chcemy wygrywać w nudnym stylu”. Nie zajdzie się daleko, myśląc w tej sposób. Musisz oczywiście mieć w sobie pragnienie zwycięstwa, ale najbardziej prestiżowe zespoły powinny mieć ambicje, by robić to z klasą. Ludzie przychodzą na stadion i pragną zobaczyć to, co najpiękniejsze w sporcie, który kochają. Przecież każdy, kto siedzi na trybunach, grał kiedyś w piłkę nożną.

Każdy, kto przychodzi na stadion, uważa się także za najlepszego menadżera...
To też, ale akceptuje ten fakt. Czasem ci ludzie mogą mieć racje, a ja mogę się mylić. Moja praca polega jednak na tym, by na sto przypadków częściej mieć słuszność niż oni. Trzeba się godzić z tym, że zawód trenera jest publiczny i każdy będzie miał swoją opinię. W dzisiejszych czasach ludzie są lepiej poinformowani i wiedzą więcej, ale z drugiej strony nie można mówić o patencie na prawdę kibiców. Bywa bowiem, że nie wiedzą oni o tym, co się dzieje wewnątrz klubu.

Jednym z moich ulubionych cytatów, który często powtarzasz brzmi: „Jedynym sposobem na poradzenie sobie ze śmiercią jest przekształcanie wszystkiego, co następuje przed nią, w sztukę.”. W zasadzie w Premier League stworzyłeś coś w rodzaju piłkarskiej sztuki, kiedy w sezonie 2003/04 Arsenal przeszedł przez cały sezon bez porażki. Nawet samo wypowiedzenie tych słów wydaje się być niemożliwe. Jak często, w swoich krótkich przerwach na odpoczynek, wracasz myślami do tamtego momentu?
Moje zadanie polega na tym, by wyciągać z graczy to, co najlepsze i rozwijać ich. Chciałem, by moi piłkarze grali piękny futbol. The Invincible to jedyny zespół w nowoczesnej piłce w Anglii, który dokonał tego, o czym wspomniałeś, nikomu innemu się to nie udało. Chciałem wtedy pokazać zawodnikom, że jeśli zasieją jakąś myśl w swoich głowach i będą szczerze pragnęli, by ta myśl się zmaterializowała, mogą osiągnąć wszystko. Osobiście była to dla mnie bardzo pouczająca lekcja. Czasami, gdy wyznaczysz sobie ambitny cel, może nie ziścić się on w najbliższym czasie, ale jeśli zachowujesz w sobie to marzenie wystarczająco długo, w pewnym momencie pojawi się okazja na sięgnięcie po to, czego pragniesz. Nigdy tak naprawdę nie wiesz, jak dobrym menadżerem jesteś, ale jeśli wygrywasz ligę bez porażki, to nie ma raczej wątpliwości, że nikt poza tobą nie wykonałby tej pracy lepiej.

Wygrałeś wtedy tytuł na White Hart Lane. Zawsze chciałem wiedzieć, czy rywalizacja pomiędzy Arsenalem i Tottenhamem, jest szczególna tylko dla kibiców, czy także dla ciebie?
Oczywiście, że dla mnie też, ale to nie jest najważniejsze. Jako menadżer, musisz myśleć w nieco inny sposób. Twoje wymagania, siedzą w tobie, tak samo jak potrzeby i wtedy zastanawiasz się: „Czy zrobiłem wszystko, co mogłem ze swoimi podopiecznymi? Czy zaprowadziłem ich najdalej, jak tylko mogłem?”. Dla mnie to jest bardziej interesujące niż mistrzostwo. Muszę przyznać, że w niektórych sezonach, w których kończyliśmy zmagania ligowe na trzecim lub czwartym miejscu, towarzyszyło mi przeświadczenie, że wykonałem kawał dobrej roboty. Czasem odczuwałem w takich momentach większą satysfakcję niż po kampaniach, w których sięgaliśmy po tytuł.

Sezon 2003/04 był niebywałym sukcesem, ale zaraz po nim wydarzyło się coś, co nieodwracalnie zmieniło angielską piłkę. Roman Abramowicz kupił Chelsea, która szybko wygrała ligę. Czy ten napływ ogromnej ilości gotówki i wszystko, co stało się od tamtej pory, zmieniły to, co – jak ci się wydawało - wiedziałeś o wygrywaniu?
Oczywiście, wszystko się zmieniło. To był czas reform. Przeszliśmy z epoki, w której utalentowani ludzie wnosili ich ukochane kluby na wyższy poziom, do czasów, w których bilionerzy mogli kupować sobie angielskie zespoły. Potem nadeszła kolejna zmiana, kiedy to bogate przedsiębiorstwa nabywały prawa do zarządzania klubami. To wszystko wskoczyło na jeszcze wyższy stopień. Teraz na Wyspach nie wystarczy być bilionerem; kupić klub mogą tylko wielkie przedsiębiorstwa.

I nawet pomimo tych wszystkich zmian, zdajesz się zachowywać pewien optymizm...
Naturalnie.

Futbol jest ciemny, przepełniony nieuczciwymi zagraniami. Jak w takich czasach nie uleciał z ciebie ten rodzaj nadziei?
Szczerze mówiąc, w mojej pracy najwyższą wartością jest umiejętność zachowania optymizmu. Jeśli widzisz przyszłość w ciemnych barwach, popełniasz samobójstwo. Odpowiadasz przecież za odpowiedni poziom motywacji wielu ludzi wokół ciebie. Musisz podnosić na duchu wszystkich wewnątrz klubu. Powinieneś zobaczyć, jak wygląda życie w klubie po przegranej; wydaje się, że przegrało się wojnę i każdy już leży na ziemi. Musisz być optymistą, by powiedzieć: „No dalej, przyjaciele, jesteśmy wystarczająco silni, by się podnieść i wygrać kolejne spotkanie. Razem możemy to osiągnąć. Pamiętajcie, jak dobrzy jesteście.”. Kiedy w życiu coś nie idzie po naszej myśli, każdy zapomina, jak wartościowym jest człowiekiem. Uważam więc, że moja praca polega właśnie na byciu optymistą.

A mimo to powiedziałeś kiedyś, że „każdą porażkę przeżywasz jak swoją śmierć”...
Owszem. Spójrz na moje serce (w tym momencie wywiadu Arsene dotknął swojej piersi). Każda porażka, to ogromna blizna w tym miejscu. Wszyscy jesteśmy ludźmi – kochamy wygrywać, a nienawidzimy przegrywać. W wielu przypadkach zawodnicy, którzy uwielbiają zwycięstwa, zostają napastnikami, a ci, którzy nie cierpią porażek, kończą jako obrońcy. Myślę, że trener to gość, który lubuje się w sukcesach, ale bardziej niż inni nie znosi klęski, ponieważ w moim zawodzie bolą one najmocniej. Właśnie dlatego często powtarzam: „Jeśli raz przegrasz, bądź bardzo ostrożny, by to samo nie zdarzyło się w kolejnym meczu.”. Każdy bowiem przewiduje wtedy, że wygrasz zbliżające się starcie, a jeśli tak się nie dzieje, koszmar zaczyna się od nowa. W takich momentach bardzo pomaga doświadczenie. Po prostu nie ponieś porażki następnym razem, nie staraj się nawet odnieść zwycięstwa – nie przegraj i tyle. Jeśli bowiem nie powiedzie ci się w dwóch kolejnych spotkaniach, istnieje duże prawdopodobieństwo, że ulegniesz też w trzecim, a jeśli tak się stanie, znajdziesz się pod ogromną krytyką. To wszystko jest niezwykle istotne. Uważam, że jakościowy menadżer powinien przede wszystkim zatrzymać pasmo porażek najszybciej jak to możliwe. Jeśli nie dopisuje ci szczęście przez dwie potyczki, tak samo może być w kolejnych dwóch czy trzech. Kiedy wszystko zmierza w dobrym kierunku, każdy trener na świecie jest dobry. Prawdziwa klasa menadżera objawia się jednak wtedy, kiedy staje on w obliczu kryzysu i mierzy się z nim. To, jak szybko sobie z nim poradzi, pokazuje jak dobry z niego fachowiec.

Zastanawiam się nad publicznym i prywatnym odbiorem tego, o czym powiedziałeś, i różnicami pomiędzy tymi dwoma spojrzeniami. Menadżerowie z elitarnych klubów są całkiem nieźli w przenoszeniu winy za porażkę na kogoś lub na coś spoza klubu. Czasem przegrana jest winą sędziego...
Bo czasem rzeczywiście tak bywa.

.... Innym razem pada przypadkowy gol czy bramka sprzeczna z zasadami fair play. Powiedz szczerze, co robisz, by jedno potknięcie nie doprowadziło do kolejnych dwóch czy trzech?
Wszystko wygląda podobnie jak w Formule 1. Kiedy nie wygrywasz wyścigu, musisz sprawdzić po kolei każdy element swojego silnika. Wielcy czempioni mają w zwyczaju robić jedną rzecz: bardzo dokładnie przyglądają się swojemu występowi, by dostrzec to, co nie zadziałało zgodnie z planem. Tak samo wygląda praca menadżera. Należy w takich chwilach odnaleźć te najpoważniejsze niedociągnięcia, ponieważ po dokładnej analizie jesteś w stanie wskazać setkę błędów, a musisz się skupić na tych dwóch lub trzech, które stały się początkiem kłopotów. Właśnie dlatego po każdym meczu staramy się zdobyć na sumienną ocenę, patrzymy również na statystyki. Liczby dają ci na przykład odpowiedź na pytanie, jak wiele okazji stworzył sobie twój przeciwnik, a jak dobry w tym aspekcie był twój zespół? Jak budowaliśmy swoje akcje? Czy to był nasz największy problem? Czy udawało nam się przechwytywać długie podania, a może pozwalaliśmy zbyt często rywalom na strzały zza pola karnego, lub popełnialiśmy idiotyczne faule? Po przejrzeniu właśnie takich aspektów możesz dojść do wniosku, gdzie drużyna popełniła najwięcej błędów.

Kiedy to robisz? Po spotkaniach masz przecież konferencje prasowe, a może mówimy o dniach poświęconym analizom?
Prowadziłem zespoły w około 2000 spotkań, więc wiem, że po porażkach następuje moment, w którym udaję się do szatni i jestem załamany. Zdaję sobie sprawę z tego, że zanim pójdę na konferencję, muszę ochłonąć. Aura wtedy jest wystarczająco przygnębiająca i nie warto tego pogarszać. Ta chwila w szatni jest chwilą bezpieczną. Potem znów pojawiają się silne emocje, kiedy muszę odpowiadać na pytania dziennikarzy i starać się zachowywać dla siebie to, co może być zachowane. I dopiero potem, w ciągu nocy, analizuję. Następnego ranka ponownie oglądam spotkanie, patrzę na liczby, swoje zapiski odnośnie meczu i zaczynam pracę. Ważne jest, by podczas konferencji nie wyrządzić większej szkody, niż ta, która została po przegranej.

Jaką rolę pełni krytyka z zewnątrz? Wydaje mi się, że jako menadżer odrzucasz większość niepochlebnych opinii, że jesteś odporny na krzywdzące komentarze. Jednak nad jakimi słowami pozwalasz sobie na chwilę refleksji?
Myślę, że to odgrywa pewną rolę w budowaniu pewności siebie, ponieważ takie opinie wpływają na piłkarzy. Pracuję w tym zawodzie od tylu lat właśnie dlatego, że potrafię znaleźć różnicę pomiędzy nienawiścią, złymi prognozami, zemstą, wiem, jakie słowa są wynikiem urazy, a które są obiektywne. Akceptuję krytykę, ale zawsze się zastanawiam, czy jest ona słuszna, a potem dokładam do tego własne wnioski. Czasem jednak z góry odrzucam komentarze, które ewidentnie nastawione są na wywołanie sensacji.

A stres, Arsene? Czasem, gdy oglądam mecze Arsenalu, widzę cię w strefie technicznej.
Widzisz zatem, jak zdarza mi się cierpieć w czasie spotkań.

Jak więc sobie radzisz ze stresem?
Zacząłem pracę jako menadżer na najwyższym poziomie w wieku 33 lat, więc byłem wyjątkowo młody, jak na kogoś, na kim spoczywa tak duża odpowiedzialność. Trzydzieści lat później ciągle tu jestem. Muszę przyznać, że na początku swojej przygody, w wieku 33 czy 34 lat, w przerwach spotkań myślałem sobie: „Skończ z tym, przyjacielu, nie wytrzymasz długo w tej robocie.”. Minęło jednak wiele lat, a ja wciąż jestem trenerem. To oznacza, że moje ciało stopniowo dostosowywało się do stresu. Ale nie martw się, ciągle przejmuję się wieloma sprawami. Dlaczego? Ponieważ zawsze chcę wygrać, a nikt nie może mi tego zagwarantować. Futbol jest spektakularny, ponieważ nie możesz przewidzieć, co się wydarzy. Jednak pod koniec dnia moja optymistyczna strona osobowości wygrywa. Powtarzam sobie: „Przyszłość maluje się w jasnych barwach. Po prostu pracuj ciężko, przykładaj się, jak należy, a wszystko będzie w porządku.”.

Ten rodzaj optymizmu musi się jednak czymś żywić, Arsene...
Żywi się prostoduszną wiarą w ludzi. Moja praca w zasadzie opiera się na tym, bym mówił piłkarzom: „Robisz to dla mnie, mocno w ciebie wierzę.”. I jeśli będziesz to mówił z negatywnym nastawieniem, staniesz się paranoikiem. Jeżeli jednak wierzysz ludziom, że pragną oni dać z siebie wszystko co najlepsze, możesz nazywać się optymistą. Być może taki sposób myślenia jest naiwny, ale właśnie tak to u mnie wygląda.

Dwadzieścia lat w Arsenalu. To niesamowite osiągnięcie. Czy z perspektywy czasu jest choć jedna rzecz, którą zrobiłbyś inaczej w czasie swojego pobytu w stolicy Anglii?
No cóż, jest wiele rzeczy, które teraz zrobiłbym inaczej. Chciałbym tylko zostać zapamiętany jako człowiek, który przez kilka generacji piłkarzy pracował tutaj z pełnym zaangażowaniem i lojalnością wobec klubu, jako ktoś, kto dał swoim podopiecznym wszystko, co mógł, kto pokazał im, jak cudowny może być futbol, jeśli schowamy nasze ego do kieszeni i uczynimy użytek z naszych umiejętności. Czy popełniałem błędy? Oczywiście, nawet wiele. Ale one również wpłynęły na poziom mojego doświadczenia.

Cóż za niezwykły przykład futbolowego monogamisty. Twój związek z Arsenalem liczy teraz już dwie dekady, to zaskakująco długo. Co w tym czasie było dla ciebie najcenniejszą życiową lekcją?
Najważniejsze dla mnie jest to, że dostrzegłem, iż zdarzają się w życiu momenty, w których możesz nauczać innych wartości, które są dla ciebie istotne. A dlaczego zostałem tak długo w Arsenalu? Wiesz, że miałem wiele okazji, by udać się do różnych wielkich drużyn, ale myślę, że kiedy w życiu znajdziesz coś, co jest dla ciebie ważne – czyli kiedy pojawia się możliwość, by dzielić swój sposób myślenia z całym klubem – głupotą byłoby odchodzić dla zaspokojenia własnego ego czy dla sławy. Jestem z tego bardzo dumny. Odrzuciłem atrakcje, które wydawało się, że przyniosą mi więcej chwały, tylko po to, by być wiernym temu, co moim zdaniem jest w życiu najważniejsze.

Więc chodzi o wytrwałość, o wierność...
Wytrwałość to najbardziej niedoceniona umiejętność wśród ludzi. Wszyscy mówimy o talencie, inteligencji, urodzie. Jednak to upór jest czymś nieodłącznym dla każdej osoby, która osiągnęła w życiu sukces. Utrzymywanie odpowiedniego poziomu motywacji, aby przechodzić z punktu A do punktu B i koncentracja na dotarciu do celu bez obaw o niepowodzenia – to jest właśnie wytrwałość, utrzymywanie swojej motywacji na właściwym poziomie.



zobacz aktualności na temat:

-Zobacz także:
-Wenger: Nie wiem jak długo będę pracował
skysports.com / 19.02.2017; 23:03
-Neville w rozmowie z ArsenalFanTV
/ 18.02.2017; 19:59
-Redknapp: Howe nie jest gotowy na Arsenal
Daily Star / 18.02.2017; 12:41
-Skomentuj artykuł:

Tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu!

-Komentarze użytkowników (12):
-
dudekns; użytkownik komentarzy: 3789 newsów: 0
10.10.2016; 10:38
Wenger to klasa sama w sobie - jest gościu inteligentny.
-
navy; użytkownik komentarzy: 1157 newsów: 0
09.10.2016; 18:46
Inteligentne pytania, inteligentne odpowiedzi to tylko pokazuje na jakim poziomie przygotowania był redaktor i na jakim poziomie jest Arsene.
-
AlexVanPersie; użytkownik komentarzy: 5627 newsów: 0
09.10.2016; 14:48
Połączenie Wspaniałego Człowieka z Wspaniałym Trenerem.

To zaszczyt być kibicem Arsenalu dowodzonego przez Ciebie, Arsenie Wu.

Inspirujesz, nie tylko na murawie, ale także w codziennym życiu.
-
zuczek1987; użytkownik komentarzy: 6228 newsów: 0
09.10.2016; 11:20
przede wszystkim niesamowity cżłowiek i trener. Takich ludzi którzy tak hołdują swoim wartościom i przekonaniom już nie ma...
-
henry1996; użytkownik komentarzy: 751 newsów: 0
08.10.2016; 03:20
i własnie prze to jakim wenger jest czlowiekiem zakochalem sie arsenalu. uznaje te same wartosci za bardzo istotne i cenne. widac róznice miedzy nim, a mourinho - swietny trener ale cham, buc i arogant, lub SAF - trener wybitny, ale prostak i prymityw.
-
pumeks; użytkownik komentarzy: 13348 newsów: 0
07.10.2016; 22:11
Brakuje jeszcze artykułu : "Złote myśli papcia Wengera"

"Zabrakło nam jakości"
"Musimy odpowiedzieć na tą porażkę w kolejnym meczu"
"Nie widziałem dokładnie tej sytuacji"
-
lolkoznoob; użytkownik komentarzy: 877 newsów: 0
07.10.2016; 17:44
Wspaniały człowiek. Żywa legenda.
-
JanoAFC; użytkownik komentarzy: 191 newsów: 0
07.10.2016; 17:08
Papciu nie wytrzyma odejscia...
-
Forever_gunner; użytkownik komentarzy: 431 newsów: 0
07.10.2016; 12:09
Po takim wywiadzie widać kto nie tylko ciężko pracuje, aby być świetnym menedżerem, ale także jest dobrym człowiekiem. Niewielu jest dzisiaj takich trenerów. Jedni chcą tylko forsy, a inni wygranych za wszelką cenę bez względu na poniesione straty. Będzie mi naprawdę szkoda, kiedy Wenger odejdzie. Skończy się jakaś wielka era w Arsenalu, a nie wiadomo czy nowa przyniesie coś dobrego.
-
Theo10; użytkownik komentarzy: 4764 newsów: 0
07.10.2016; 10:55
Wspaniały wywiad. I wspaniały człowiek. Mam nadzieję, że będzie z naszym klubem jeszcze przez długi czas.
-
19TOMEK91; użytkownik komentarzy: 1239 newsów: 0
07.10.2016; 08:21
Klasa. Fajny wywiad.
Arsen ozenil sie z Arsenalem, pomimo wielu zawodow i pokus z zewnatrz, nie poszedl do mlodszej lub ladnieszej. Wolal cieszyc sie dobrymi i tymi troche gorszymi chwilami z ta, ktora pokochal, ktora poznal, ktora sam w pewien sposob wychowal.
Jednak wytrwalosc w zwiazku to b.wazna sprawa, wazne zeby sie nie poddawac, szukac dobrych stron, a nad slabszymi wspolnie pracowac, by przekuc je w cos dobrego.

Brzmmi troche nazbyt wyniosle, chyba nastroj mi sie udzielil :P

Co do tekstu, pytanie po 9 boldzie jest nie pogrubione. Jakas literowke na poczatku wylapalem, no i podwojne kropki przy cytatach. Dziwnie to wyglada, szczegolnie jak sie jest na etapie pisania magisterki :P
-
BarcArsenal; użytkownik komentarzy: 270 newsów: 0
07.10.2016; 08:12
Mozna sie poplakac



strona główna|regulamin serwisu|reklama|współpraca|kontakt|polityka plików cookies
Copyright © 2006-2017 by Kanonierzy.com   All Rights Reserved