DON 't worry be happy?
26.03.2008; 23:41 / Przemysław Szews
Zacznijmy od tego, że na początku był chaos… A nie, to nie ta kwestia. Daaawno, dawno temu, za górami, za lasami… Hm, to też nie to. Ok., przyznam się, nie wiem jak zacząć, więc, może po prostu… po bardzo dobrym meczu z Milanem było już tylko gorzej. Wygrana 2-0 na włoskim San Siro napawała optymizmem na dalszą walkę w lidze. Wyeliminowanie obrońców tytułu na ich własnym stadionie po bardzo dobrej grze powinno dodać naszym zawodnikom skrzydeł. Właśnie, powinno… Nie wiem jak świętowano zwycięstwo nad Rossonerri, być może chłopcy wybrali się z Bossem do Mediolańskiej knajpy i mówiąc brzydko nawpieprzali się tamtejszych specjałów, tj. pizzy, spaghetti, lasagne. Potrawy te, jak powszechnie wiadomo, mają to do siebie, że są bardzo kaloryczne.
Pierwsze efekty przejedzenia czy też niestrawności (albo bardzo mocnego kaca) mieliśmy w meczu z Wigan. Chłopcy byli tak ciężcy, że aż wtapiali się w murawę, która z racji opłakanego stanu, wcale nie protestowała. Można by rzec, że Arsenal poziomem dorównywał stanie murawy w Wigan.
Minęło parę dni, wystarczająco, aby strawić pozostałości włoskich potraw, a nawet był czas na coś więcej niż tylko strawienie (lub wytrzeźwienie?). Efektem tego powinna być lepsza, szybsza i przede wszystkim skuteczniejsza gra przeciwko Boro. Tak jednak nie było. Nastroje kibiców, którzy zwycięstwa w lidze nie widzieli od trzech spotkań, udzieliły się zawodnikom. Przysłowie do trzech razy sztuka byłoby tutaj trochę nie na miejscu, gdyż to było czwarte z kolei spotkanie, gdzie walczyliśmy o zwycięstwo. Ale nie wywalczyliśmy. 4 z rzędu remis. 4 punkty w 4 spotkaniach. 4 gole stracone i 4 strzelone w tychże. Jakieś fatum? Szczęśliwa liczba to jednak nie jest, bo Cesc’owa 4 na koszulce nic niestety nie zmieniła w żadnym z tych spotkań.
Tłumaczeń, przyczyn i innych domysłów było więcej niż 4, 44 a może nawet 444. Od pecha, przez błędy sędziowskie aż do prozaicznych, niewykorzystanych sytuacji. Jedno było pewne, to już nie są żarty, gdyż z każdym remisem, obojętnie jakby on nie wyglądał, oddala się nam mistrzostwo, które przed tą „modą na remisy” wydawało się zaskakująco blisko.
Zapomnieliśmy chyba jednak, że po mistrzostwo dążymy nie tylko my, ale też inne zespoły, i nie wystarczy tylko nie przegrywać meczy, ale trzeba je wygrywać! Boleśnie przekonał nas o tym najpierw Manchester (całe szczęście, że nie w lidze) i Chelsea. Na słowach i bramkach się tylko nie skończyło, bo efektem końcowym jest… bolesny spadek łbem na podłogę. Z podium spadliśmy na najniższy stopień pudła uderzając się po drodze o kanty stopni wyższych.
Co należy zrobić z guzem na głowie i podbitym okiem? Nie ma czasu na lizanie ran i powolne wracanie do zdrowia. Trzeba szybko wziąć jakieś środki przeciwbólowe, do oka i głowy przyłożyć lód i z całym impetem przejść przez spotkanie z Boltonem. Będzie łatwo? Nie jest to powiedziane, bo łatwo miało być też z Wigan, a jak wyszło wszyscy wiemy. Czego potrzeba? Potrzeba przede wszystkim koncentracji, która się zgubiła już chyba przed spotkaniem z Milanem, na którym, o ironio, pojawiła się i to w całkiem dobrej formie, a następnie poszła w siną dal. Koncentracjo, wracaj, sezon w trakcie!
Mówiąc szczerze, obawiałem się tego już wcześniej. Było ładnie, pięknie, słodko i cudnie niczym w Grabinie z M jak Miłość, aż nagle wszystko się pomieszało jak w Modzie na Sukces. Owszem, kryzys dopada nawet najlepszych, ale ten kryzys trwa zbyt długo. Nasze młode wilczki, zmieszane z bardziej doświadczonymi wilczurami chyba rozkojarzyły się nieco spoglądając na tabelę, kiedy to jeszcze byliśmy na miejscu pierwszym. Niestety, o mistrzostwo trzeba walczyć do końca i nie ma tutaj miejsca na rozkojarzenia i zadyszkę (i zapięćdyszek też nie). Musimy jej jednak życzyć kolegom z piekieł rodem, bo oddalili się na sześć punktów. Koledzy zza miedzy natomiast mają jeden punkcik, także tragedii nie ma, ale to nie drugie miejsce nas przecież zadowala czyż nie?
Hm, no cóż, tyle chciałem powiedzieć na dziś, ale jeszcze jakieś małe podsumowanie by się przydało. Otóż, nie ma jeszcze paniki, ale zdecydowanie jest już red alert (co w sumie daje nam panikę…). Po meczu z Boltonem, gdzie innego wyniku niż zwycięstwo w ogóle do siebie nie dopuszczam, czekają nas arcyważne spotkania, tak jak to przegrane z Chelsea. Z tym, że tych spotkań przegrać nam już nie wolno! Najpierw czeka nas pojedynek z wierzącym jeszcze w trzecie miejsce (?) Liverpoolem, a następnie… wyprawa do piekła, do naszych ulubionych diabełków, żeby ich zgasić… Tssssssss, o tak właśnie! To są w tej chwili dwa najważniejsze spotkania, w których już na wpadki nie możemy sobie pozwolić. Jeśli uda się zwycięską ręką wyjść z obu, to droga do mistrzostwa, jeśli Kanonierzy nie sprawią nam niespodzianek, nie powinna być już specjalnie trudna, aczkolwiek nic nie przychodzi za darmo i bez walki prawda?
A na koniec, ten kto nie czytał Króla niech nadrabia, w sam raz do lektury przed spaniem lub na poprawienie nastrojów (łącznie z morowymi i moherowymi).
Podyskutuj o tym na forum dyskusyjnym
Zobacz także:
Skomentuj artykuł:Tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu!
Komentarze użytkowników (39):
martyna; użytkownik
komentarzy: 20 newsów: 0
27.03.2008; 19:28
sorry, tam nie mialo byc nie przed dotyczy
Frytek; użytkownik
komentarzy: 1287 newsów: 0
27.03.2008; 19:23
Też, mam nadzieję, że to wszystko sie odwróci na lepszą strone.. szkoda tych głupio straconych pkt..;/
martyna; użytkownik
komentarzy: 20 newsów: 0
27.03.2008; 19:17
Swietny tekst- lekki i dowcipny, dobrze sie czyta :D
Szkoda tylko, ze nie dotyczy niezbyt wesolej sytuacji... :/ ale trzeba wierzyc, ze Kanonierzy jeszcze pokaza na co ich stac
Szkoda tylko, ze nie dotyczy niezbyt wesolej sytuacji... :/ ale trzeba wierzyc, ze Kanonierzy jeszcze pokaza na co ich stac
Matthieu33; użytkownik
komentarzy: 580 newsów: 0
27.03.2008; 17:37
Ten tekst pokazuje (niestety) co w obecnej chwili dzieje się z Arsenalem. Zgadzam się, że spotkanie z Boltonem trzeba wygrać.
SayLeR; użytkownik
komentarzy: 199 newsów: 2
27.03.2008; 17:26
No mistzru jak zwykle kapitalny tekst który od a do z obisuje to co dzieje się z Arsenalem a tak pozatym to mocno wierze,że Kanonierzy wygrają Premiership.
cesc723; użytkownik
komentarzy: 239 newsów: 0
27.03.2008; 16:20
Fenomenalny tekst. Humor przeplatany z powagą i trzeźwą oceną sytuacji pozwala czytać z wielkim zaciekawieniem. Poza tym, chyba niektórzy nadal żyją zwycięstwem z Milanem, chociaż to było jeszcze dawniej niż wspomniany przez autora chaos. A na drodze jest Bolton i 3xLiverpool. Niezby ciekawie, prawda?
Mati18System; użytkownik
komentarzy: 28 newsów: 0
27.03.2008; 16:10
dobry tekst :D Który mówi o smutnej prawdzie ;/ nasi kanonierzy się trochę zagubili, i żeby pozostać w czołówce muszą znaleźć w sobie energie :D ;D
Sandie; użytkownik
komentarzy: 194 newsów: 0
27.03.2008; 16:06
obiecałam więc pisze:P Don jak zwykle świetny tekst :) prawdziwy, niestety. Czekają nas bardzo ważne mecze, które musimy wygrać.
Henry; użytkownik
komentarzy: 167 newsów: 0
27.03.2008; 15:35
dobry dobry artykuł oby takich więcej o i nie wystarczy wygrać te dwa arcyważne spotkania oczywiście nie lixcząc pozostałych otóż Manchester ma 6 puynktów przewagi jak z nimi wygramy to zniwelujemy przewagę do zaledwie 3 punktów prawda??? a więc Manchester musi się jeszcze potknąć i Chelsesa również bo ma 1 punkt przewagi





































