2007/2008 - Przeżyliśmy to jeszcze raz...
17.05.2008; 18:01 / Freelover
There is no reason to cry for this season,,Lepiej się wypalić, niż wyblaknąć" - twierdził przez całe swe krótkie życie Kurt Cobain, zanim - u szczytu sławy - ,,wypalił" sobie w głowę ze strzelby. Inni twierdzą, że ,,jak spadać, to z wysokiego konia". Jeszcze inni są zdania, że ,,Balcerowicz musi odejść", choć to akurat niewiele ma wspólnego z tematem. Wracając do początku głównego wątku - ściska mnie w żołądku i uważam, że to nie w porządku, iż Arsenal kończy sezon z przysłowiową głową w nocniku. Nie zasłużyli na taki los, bo długo byli najpiękniej grającą drużyną w Europie. Konieczne jest więc zadanie sobie pytania: co się stao? Największym i najłatwiejszym błędem, jaki można teraz popełnić, jest myślenie: ,,trudno, nie udało się, trzeba spróbować w przyszłym roku". Nie, takie myślenie nie rozwiąże problemu. Coś zawiodło, i trzeba ten sezon poddawać analizie tak długo, aż znajdzie się powód rozczarowania. Więc nie można udawać, że nic się nie stało, ale nie można też usiąść i płakać. Nie można i nie trzeba. Kto mnie zna ten wie, że nie czuję żadnej głębszej sympatii do Arsenalu, a ligi angielskiej jako całości wręcz nie lubię. Nie mogę więc uchodzić za eksperta, autorytet czy guru, ale mogę przynajmniej spróbować zbadać przyczyny porażki The Gunners na wszystkich frontach i uwypuklić to, co w ostatnich miesiącach było dobre i godne kontynuacji. Parafrazując cytat ze skeczu Mumio - to będzie kultowy felieton. Czytelnik kultowy doczyta do końca, czytelnik normalny odpuści sobie w tym miejscu.
Stare dziadki - pakować manatki, szykować odzież - nadchodzi Młodzież
Banałem byłoby stwierdzenie, że przed sezonem panowała jedna wielka niepewność co do tego, ile jest w stanie osiągnąć drużyna. Bo atmosfera niepewności towarzyszyła niemal każdej drużynie na świecie, może nie licząc Barcelony, która po zakupie takich gwiazd jak Henry, Toure i Abidal miała miażdżyć, demolować, zachwycać, a skończyła z pustymi rękami, tak jak ostrożny w wydawaniu opinii Arsenal. Wenger to nie jest typ malarza, który kupuje gotowe obrazy mistrzów pędzla typu van Gogh, Picasso czy Rubens, a potem sprzedaje je jako własne. On woli zainwestować w płótno i farby, i zdać się na własny talent, szósty zmysł, piątą klepkę, trzecią dziurkę w nosie, którym potrafi wywąchać talent nawet na pustyni i dnie oceanu. Dlatego nie musicie przez całe lato słuchać, że trafi do was Kaka, Cristiano Ronaldo czy Messi. Ja - jako kibic Realu - muszę, ale zwykle kończy się na słuchaniu. Najważniejszym transferem Arsenalu było sprowadzenie Eduardo w miejsce Henry'ego. Podziękowano za współpracę innej legendzie klubu, Ljungbergowi, a od Reyesa ostatecznie się uwolniono, jak pokazał czas - słusznie. Sprowadzono za to młodego Diarrę, ale nie był to zbyt dobry transfer bo już w następnym okienku transferowym oddano go do Portsmouth. Nie można też zapomnieć o waszym rodaku, a moim imienniku - Łukaszu Fabiańskim, przed którym rysuje się piękna przyszłość. Patrząc jednak na całokształt - poza ważną zmianą na pozycji snajpera nie doszło przed sezonem do żadnej rewolucji kadrowej, Wenger najwyraźniej postawił na stabilizację. Mógł sobie na to pozwolić, bo ma już w drużynie tylu młodych zawodników, że o świeżość nie musiał się martwić.
Pierwsze miesiące - obiecujące, Arsenal na fali gromi rywaliJuż inauguracja sezonu wskazywała, że to będzie dziwny sezon - tyle, że wskazywała na to dość przekornie. Bo oto Deganers (dla osób mających problemy z angielskim: The Gunners) przegrywając z Fulham 0:1, w ostatnich sześciu minutach odwracają losy spotkania i wygrywają 2:1. Gdyby bawić się w symboliczną interpretację takiego przebiegu wydarzeń można by dojść do wniosku, że początek sezonu być skomplikowany, ale na koniec zapanuje euforia. Stało się jednak dokładnie odwrotnie. Ale nie uprzedzajmy faktów, i nie zapominajmy o tych momentach, które były dobre i z kórych również warto wyciągnąć wnioski na przyszłość. W eliminacjach do Champions League Kanonierzy przekonali Spartę Pragę, że Czesi to się powinni zająć kręceniem filmów (przy całym szacunku dla Tomka Rosickiego, nie wiem czy dobrze odmieniłem), bo 5 bramek bagażu w dwumeczu nakazuje mi zadać pytanie: z czym do Europy? Trochę techniki i się gubią Pepiki.
Poprzedni wątek jest długi, akapit potrzebny mi drugi
Później bywało różnie, nie będę tu podawał wszystkich liczb bo to nie jest news dotyczący statystyk tylko felieton dotyczący minionego sezonu. Ale seria z przełomu sierpnia i września, kiedy Arsenal cztery razy z rzędu zdobył trzy bramki, by w kolejnym meczu strzelić ich pięć, a we wszystkich tych meczach stracił tylko dwie, zrobiła duże wrażenie. A wśród tych rywali były nie byle jakie drużyny, bo na przykład Tottenham, Sevilla i Derby County. No, w każdym razie Tottenham i Sevilla. Czesi to uparty naród. Nie zrazili się laniem jakie dostała Sparta, więc wysłali do boju Slavię Pragę z głębokim przekonaniem, że ,,to se ne vrati". Są świadkowie, że po porażce 0:7 kilku zamaskowanych Czechów szukało incognito pracy w Londynie w barze na zmywaku, ale to pewnie tylko plotki. Później Arsenal nie odnosił już aż tak spektakularnych zwycięstw, ale na przykład wyjazdowe 4:1 z Evertonem pod koniec roku zobowiązywało do szacunku.
Arsenal zaczął stanowić zagadkę, forma kapryśna, nierówna - w kratkę.,,W powietrzu wisi coś podłego, irracjonalne jakieś zło" - śpiewały za komuny chłopaki z Lady Pank. Faktycznie dało się odczuć, że coś się psuje. Drużyna, która do tej pory porażała i zniechęcała konkurentów regularnością, nagle doznała czkawki. Wyjazdowe 3:0 z Fulham i 3:1 z Manchester City przeplatane z upokarzającym 1:5 na White Hart Lane i 0:4 na Old Trafford. W końcu nastał moment, w którym nie licząc godnego pochwały zwycięstwa 2:0 na San Siro, pieczętującego awans do ćwierćfinału Champions League, Arsenal nie potrafił wygrać... siedmiu kolejnych meczów! To już nie był sygnał tego, że coś się psuje, tylko że natychmiast trzeba tę poważną awarię poprawić. To irracjonalne zło wiszące w powietrzu spadło z całym impetem i pogrzebało Arsenal w gruzach. Rozpoczął się wyścig z czasem i prawami natury - czy młodzi chłopcy potrafią wydostać się z ruin bez pomocy dorosłych, zanim będzie za późno?
Dzień świadectw rozdania - przygotować pupy do lania
Nie ma żadnej możliwości, by na koniec sezonu świętować, jeśli drużyna jest przygotowana tylko na pół sezonu. Choćby przez ten czas wygrała wszystkie mecze deklasując rywali, nic to nie da, jeśli reszta sezonu będzie przeciętna lub słaba. Kanonierzy po kolei odliczali kolejne trofea, które sprzątają im spod nosa drużyny, które jeszcze pare miesięcy wcześniej mogły sprzątać co najwyżej trybuny na Emirates Stadium, ubrani w fartuchy (gdyby nie fakt, że do tej roli zatrudniono już piłkarzy Slavii Praga). No bo - szanujmy się - Liverpool? To prawda, że ta drużyna zawsze jest groźna, ale patrząc przekrojowo na cały sezon w ich wykonaniu i przyglądając się liście rywali, z którymi The Reds tracili punkty, nie mieściło mi się w głowie, że ta drużyna może pozbawić Deganersów marzeń o triumfie w Champions League. Odpadnięcie z krajowego pucharu z odwiecznym rywalem - a sprawił to ten cham - w dodatku po meczu przegranym 1:5, to na pewno powód do schowania twarzy w dłoniach, ale chyba najbardziej musieliście przeżywać fakt, że w lidze wyprzedziła was nie tylko drużyna zza miedzy, prowadzona przez chwilowego trenera, ale i pewne siebie oraz zarozumiałe Czerwone Diabły, które od początku rozgrywek zapewniały, że sezon należy właśnie do nich. Teraz okazało się, że mieli rację. To boli, wiem coś o tym, bo jako fan Realu przerabiałem to parokrotnie. Teraz znowu przez cały rok mają powody do wywyższania się. Ale kto się poniża, będzie wywyższony, a kto się wywyższa, będzie rozstrzelony (czy jakoś tak). A Kanonierzy specjalizują się w egzekucjach poprzez rozstrzelanie, więc kolejny sezon zapowiada się na pasjonujący.
Cel... Pal! W diabła wal! (Niech żyje bal...)No więc: co się stało, jak się stało, dlaczego się stało? Przychodzi mi teraz na myśl pewien dowcip. Autobus wozący dzieci na wycieczkę szkolną zepsuł się. Kierowca zjeżdża na pobocze i stara się zlokalizować awarię, ale za nic w świecie nie może pojąć co jest przyczyną. Nagle podchodzi do niego jeden z uczestników wycieczki, 8-letni chłopiec, i mówi: ,,Proszę pana, a ja wiem co się stało". Kierwoca zignorował chłopca i kazał mu wracać do autobusu. Po kolejnych piętnastu minutach bezskutecznej walki z uszkodzonym pojazdem znowu podchodzi namolny chłopak: ,,Proszę pana, a ja wiem co się stało". Zirytowany kierowca skarcił chłopca: ,,Nie zawracaj mi głowy, nie widzisz, że mamy poważną awarię? Próbuję się skoncentrować". Bystry chłopak jednak nie zraził się i po raz trzeci zagadął: ,,Prosze pana, ale ja naprawdę wiem co się stało". Kierowca nie wytrzymał. Rzucił lewarek i narzędzia, wyszedł spod autobusu i zwrócił się do chłopca. ,,No dobra, to gadaj, co się stało?" ,,Autobus się popsuł..." Takie banalne, a jakże prawdziwe. Na Arsenal warto spojrzeć naiwnymi oczami tego młodego detektywa - coś się popsuło, i świadomość tego faktu jest najważniejsza, bo bez niej łatwo o zbagatelizowanie przyczyn. Może jednak, wyglądająca na pierwszy rzut oka na perfekcyjną, polityka transferowa Wengera ma jakieś skazy i warto ją nieco zmodyfikować? Może młodzi chłopcy, mimo że talentem mogą bić na głowę każdego rywala, mają za mało pewności siebie wynikającej z doświadczenia? A może potrzeba im kilku starszych i utytułowanych kolegów, żeby mieli z kogo brać przykład, żeby miał kto na nich krzyknąć? Nikt nie mówi tu o robieniu AC Milanu, ale dwóch-trzech charyzmatycznych graczy mogłoby tylko pomóc. Żegnając się z Wami, życzę Arsenalowi sukcesów w nadchodzącym sezonie. Głowa do góry! Jesteście w stanie rozstrzelać diabłów i posłać ich z powrotem do piekła. Przy całym moim szacunku dla MU za wyeliminowanie Barcelony ;-) - Arsenal na to zasłużył.
Freelover, właściciel i redaktor bezczelny serwisu www.merengues.pl
Podyskutuj o tym na forum dyskusyjnym
Zobacz także:
Skomentuj artykuł:Tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu!
Komentarze użytkowników (32):
kanonierka1014; użytkownik
komentarzy: 15 newsów: 0
18.05.2008; 17:06
bardzo fajny felieton:)obiektywny:)
P.S.no teraz to moge smialo powiedziec ze flamini w Pucharze Uefa zagra:):)no niestety nie zagra z nami w LM jak to chcial:):)
P.S.no teraz to moge smialo powiedziec ze flamini w Pucharze Uefa zagra:):)no niestety nie zagra z nami w LM jak to chcial:):)
Skorupa193; użytkownik
komentarzy: 259 newsów: 0
18.05.2008; 16:49
Fajny tekst, koniec jest dobry. Arsenal jest w stanie wygrać z każdą drużyną w Anglii, Europie i na świecie. Graty za felieton.
lewus; użytkownik
komentarzy: 43 newsów: 0
18.05.2008; 16:27
Czytalo sie milo ale tylko to bylo pozytywnym askpektem, w 1 akapicie szumne zapowiedzi o cytuje : "zbadać przyczyny porażki The Gunners na wszystkich frontach i uwypuklić to, co w ostatnich miesiącach było dobre i godne kontynuacji." a w rzeczywistosci takie gadanie bez ładu i składu ze tak brzydko powiem gadanie o dupie Maryny.
mikypl; użytkownik
komentarzy: 216 newsów: 0
18.05.2008; 16:02
Flamini teraz pewnie sobie pluje w brode. AC Milan 5 w lidze i papa Ligo Mistrzów! :D
korki; użytkownik
komentarzy: 1 newsów: 0
18.05.2008; 10:38
felieton świetny, a Arsenal jeszcze pozamiata w europie
kamil_malin; użytkownik
komentarzy: 1321 newsów: 0
18.05.2008; 09:50
Fajnie jak ktoś z "zewnątrz" ocenia sezon. Freelover masz całkiem inne spostrzeżenia niż miałby fan Arsenalu. Ja za przyczynę tej serii bez zwycięstw uważam zbyt wąską kadrę. Niestety zabrakło nam 2-3 piłkarzy (np. RvP, Eduardo, Rosicky) którzy bo pociągnęli resztę zespołu. Gdyby nie te urazy ten sezon mógłby być zupełnie inny. Nie ma co gdybać...
Brawa za ten tekst :)
Brawa za ten tekst :)
statut; użytkownik
komentarzy: 6 newsów: 0
18.05.2008; 09:02
Felieton jest super, a ten kawał to mnie rozwalił.
paula7cor; użytkownik
komentarzy: 162 newsów: 0
18.05.2008; 08:35
naprawdę świetny felieton, no i Aaarsenal-jesteś pewny, że jesteś na stronie właściwego klubu?





































