Wywiad z Michałem Gutką

Wywiad z Michałem Gutką 08.01.2020, 18:44, Michał Kruczkowski 19 komentarzy

Do tej pory na naszej stronie pojawiały się wywiady z piłkarzami lub dziennikarzami telewizyjnymi. Co prawda Michał Gutka także komentuje mecze dla Canal+, jednak jest też wieloletnim redaktorem Przeglądu Sportowego. Jak wygląda praca w gazecie sportowej? Dlaczego warto zainteresować się amerykańskim sportem i jakie ma on powiązania z Premier League? Jakie jest spojrzenie Michała na tworzący się w Arsenalu projekt Mikela Artety? Wszystkie wymienione tematy, a także wiele więcej kwestii, zostało omówionych w poniższym wywiadzie. Zapraszamy do lektury i dzielenia się swoimi opiniami.

Można powiedzieć, że jesteś wyjątkowym przypadkiem wśród dziennikarzy sportowych w Polsce, ponieważ chyba jako jedyny zajmujesz się jednocześnie futbolem wyspiarskim, jak i futbolem amerykańskim. Skąd się wzięła ta pasja i co było pierwsze?

Na pewno pierwsza była piłka, Premier League. U innych dziennikarzy też występuje ta „multidyscyplinarność”, może nie w połączeniu z NFL, ale z innymi sportami. Myślę, że to jest dobre, bo to zawsze daje ci inne spojrzenie, zauważasz różne punkty styczne. Ja przykładowo widzę NFL i Premier League jako ligi, które globalnie najbardziej się rozwijają. Ok, jest jeszcze NBA, ale myślę, że złota era tej ligi już wyhamowuje, rynek już się tym nasycił. Z piłką nożną i futbolem amerykańskim tak do końca nie jest. Czytałem ostatnio, że te dwie ligi rozwijają się po niewłaściwych stronach oceanu. Premier League coraz bardziej zyskuje w obu Amerykach, z kolei NFL coraz mocniej zyskuje w Europie. Gdy obserwuję stricte marketingowe działanie Premier League, widzę to, co NFL robiła osiem czy dziesięć lat temu. I fajnie, to jest dobre. Polecam komuś kiedyś obejrzeć mecz NFL i zobaczyć, jak sama liga opakowuje swój produkt. Dla mnie to jest mistrzostwo świata.

To, o czym mówisz, potwierdza się w książce Klub, w której opisane jest, jak jeszcze przed erą Premier League prezesi największych klubów jeździli do USA i stamtąd czerpali inspiracje na rozwój ligi.

To po pierwsze. Po drugie, właściciele klubów NFL coraz częściej są obecni w Premier League. Kibice Arsenalu dobrze o tym wiedzą. Shahid Khan w Fulham, wcześniej w Aston Villi był Randy Lerner, Glazerowie w Manchesterze United. Widać więc, że te rynki faktycznie się przenikają, jedni i drudzy widzą gdzieś ten potencjał. Amerykanie po prostu robią sport bardzo dobrze, świetnie go opakowują, potrafią sprzedać ten produkt i sięgać po różne historie, dlatego ten amerykański sport tak mi się podoba. Z NFL zaczęło się u mnie niewinnie. Początkowo miałem podejście jak każdy, że głupie jest te zderzanie w kaskach, ta piłka w ogóle nie wygląda jak piłka. Mam jednak rodzinę w Stanach i bodajże w 2005 roku na wakacje przylatywał stamtąd mój wujek. Na podróż do samolotu wziął ze sobą obszerną zapowiedź sezonu NFL, wydaną przez Sporst Illustrated. Mimo że miałem dopiero 12 lat i słabo znałem angielski, to byłem w stanie się tym zachwycić. Canal+ co tydzień pokazywał wtedy magazyn skrótów NFL, siadłem, zacząłem to chłonąć i bardzo szybko to łyknąłem. Od sezonu 2006 śledzę te rozgrywki i nie koliduje mi to zupełnie z piłką. Tam też jest system kolejkowy, mecze rozgrywane są zwykle w niedziele i wszystko zaczyna się o 19:00. Po hicie Premier League o 17:30 przełączam się i wtedy zaczynam nieraz ośmiogodzinny maraton z NFL. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to u nas najpopularniejsza dyscyplina, ale staram się to gdzieś przemycać, czy to w Przeglądzie, czy w rozmowie ze znajomymi, czy Twitterze. Mam też taki dar, że potrafię innych do tego nakłonić. Moi dwaj najlepsi kumple, z którymi kiedyś mieszkałem pod jednym dachem, prawie nie mieli z NFL żadnej styczności. Po jakimś czasie jeden zaczął chodzić na treningi futbolowe w Warszawie, a z drugim już regularnie oglądamy razem mecze. No i jest też moja dziewczyna, Patrycja, która siłą rzeczy, mieszkając ze mną, musiała na to patrzeć, ale naprawdę ją to zainteresowało. Wygrała nawet teraz z nami w lidze Fantasy NFL. (śmiech)

Przy rozmowie z Przemkiem Pełką zaskoczyło mnie to, gdy powiedział, że hokej jest jego ulubioną dyscypliną. Podobnie jest z futbolem amerykańskim w Twoim przypadku, czy jednak piłka zajmuje więcej miejsca w sercu?

Trudno mi powiedzieć. Powiedziałbym, że jest to sport 1A i 1B. Zdaję sobie sprawę, że na temat NFL nie mogę się w pełni rozwinąć, bo jest to mało popularne i nie będę nikomu tego pchał na siłę. W Polsce na tę chwilę te rozgrywki nie są też nigdzie transmitowane. Mimo wszystko piłka nożna jest chyba tą dyscypliną 1A. Jak wspominałem wcześniej, udaje mi się płynnie godzić oglądanie obu tych sportów. Nie czuję, żebym musiał stawiać jedno wyżej od drugiego. No ale gdybym z pistoletem przy głowie musiał coś wybrać, to pewnie piłkę nożną.

Jesteś kibicem Minnesota Vikings. Gdybyś miał przyrównać ten klub do jednej z drużyn Premier League, czy to pod względem zarządzania, czy odbierania przez innych, to który zespół byś wybrał?

Tottenham. Minnesota Vikings to najlepszy klub NFL, który nigdy nie zdobył mistrzostwa. No mam takiego pecha, że kibicuję drużynie, która ma niechlubny rekord największej liczby meczów o Super Bowl bez zwycięstwa. Nie jest to zespół z dna tabeli, zawsze są gdzieś blisko. Kibice Arsenalu czy innych drużyn też śmieją się z Kogutów, że mogą oni włożyć do gabloty trofea pod tytułem „byliśmy drudzy” lub „wywarliśmy presję”. Minnesota Vikings ma pełno takich tytułów. Oczywiście nie da się tego przełożyć jeden do jednego, ale chyba najbardziej by pasował ten Tottenham.

Twój pierwszy drukowany artykuł w Przeglądzie Sportowym był o futbolu amerykańskim. Czy interesowanie się tymi mniej popularnymi dyscyplinami może być pomocne na starcie dziennikarskiej kariery?

Chyba tak, chociaż przyznam szczerze, że jak ja wysyłałem swoje teksty do Przeglądu, to były to teksty piłkarskie. Moim celem było pokazanie, że potrafię pisać, ale w tym znaczeniu, że ktoś mógłby się z tym utożsamiać, że przeczyta coś, co zrozumie i będzie w stanie to merytorycznie ocenić. Moje pierwsze pisanie w życiu, jeszcze jako siedemnastolatek, było na stronie NFL24.PL. Potem dołączyłem do tego piłkę nożną, też na jakichś amatorskich portalach. Znajomość NFL na pewno jest pomocna, gdy obserwuję piłkę od strony taktycznej. To, co dzieje się na boiskach futbolu amerykańskiego, jest bardzo strategiczne. To jest sport zupełnie inny od pozostałych. Zawsze się śmieję, że zestawianie go z rugby jest równe zestawieniu piłki nożnej z piłką ręczną. Jest piłka i prostokątna bramka, ale zupełnie inaczej toczy się rozgrywka. Dzięki NFL bardziej taktycznie patrzę na piłkę, a także analizuję politykę klubów. Mistrzostwa w historii różnych dyscyplin wygrywali słabi sportowcy czy trenerzy, ale myślę, że nigdy nie zdobył mistrzostwa słabo zarządzany klub. To jest podstawa.

Zdarzyło Ci się pracować przy dyscyplinach, które kompletnie Cię nie interesowały?

Nie, aż tak to nie. W Przeglądzie po prostu zgłaszamy tematy i potem się decyduje, czy zostaną one przyjęte do gazety. Natomiast w takiej codziennej pracy, redagując Przegląd Sportowy, nie jest powiedziane, że zawsze redaguję strony piłkarskie. Nieraz czekam na tekst od autora z dyscyplin, których sam nie śledzę. Nie jest to dla mnie jakaś czarna magia, po prostu na co dzień nie stykam się z danymi sportami. Jeśli chodzi o taką redaktorską pracę, to i tak na całe szczęście nie muszę zbyt merytorycznie ingerować w te teksty. Bardziej chodzi o aspekty językowe, no bo na tym praca redaktora polega.

Jeszcze dwadzieścia lat temu taki Przegląd był głównym źródłem informacji sportowych. Teraz to kompletnie się zmieniło. Jak widzisz przyszłość gazet, czy będą mogły zaoferować coś, czego nie będzie w stanie dać Internet?

Chyba nie, Internet zawsze będzie szybszy. Z gazetami pewnie będzie tak, jak z płytami winylowymi czy nawet zwykłymi płytami CD. Dzisiaj już się tych płyt CD nie używa, każdy słucha muzyki na Spotify’u czy w jakiś inny, legalny, sposób. To, co może utrzymać gazety na powierzchni, to jakaś dłuższa, ekskluzywna treść, jakieś wywiady. Nie zdziwię się, jeśli za kilkanaście lat dzienniki przestaną istnieć, przenosząc się do Internetu. W takim natłoku informacyjnym gazeta skazana jest na to, żeby zostać w tyle.

Czytałem kiedyś książki pisarzy, w których opisali tło swojej pracy. O ile obaj, mimo że reprezentują zupełnie inne gatunki, stwierdzili, że nie ma reguły na to, żeby zaistnieć w tym zawodzie, to jest jeden, bardzo prosty, ale obowiązkowy element, bez którego pisarzem na pewno się nie zostanie. Chodzi o czytanie. Czy tak samo jest w dziennikarstwie?

Zdecydowanie, podpisuję się obiema rękami. Na Twitterze mam otwartą skrzynkę i często piszą do mnie młodzi ludzie, którzy chcą zostać dziennikarzami sportowymi. Zawsze padają pytania: „Panie Michale, co zrobić, jak zacząć, gdzie się skierować?”. Niektórzy podsyłają tekst i proszą o ocenę. Nieraz jest mi niezręcznie to robić, bo sam nie jestem jakimś super doświadczonym człowiekiem, no ale uznaję, że jak ktoś chce rady, to mu ją zaoferuję. Powiem szczerze, że widać w próbkach niektórych tekstów, kto czyta, a kto czyta mniej. Zawsze to powtarzam, że jak chcesz zostać dziennikarzem, to czytaj dziesięć, pięćdziesiąt czy nawet sto razy więcej, niż piszesz. Sam wyrobiłem sobie taki nawyk, że dzień rozpoczynam od otwarcia ponad dwudziestu zakładek z przeróżnych źródeł i one mi gdzieś w ciągu dnia stopniowo ubywają. Czytanie wyrabia szersze spojrzenie, można skonfrontować różne opinie, wzbogaca mocno język. Dziewięćdziesiąt procent rzeczy, które czytam, pochodzi z prasy angielskiej czy amerykańskiej. To język, który ma bardzo dużą łatwość tworzenia związków frazeologicznych czy porównań. Zawsze jakieś fajne zdanie w głowie zostanie, co jest mega przydatne dla dziennikarza.

Było o czytaniu, to teraz czas na pisanie. Czy przez te lata w Przeglądzie zdarzało się, że miałeś narzucane tematy, czy też sam wychodziłeś z inicjatywą?

Zawsze dziennikarz wychodzi z tematem, nie ma żadnego narzucania. Chyba że mówimy o wydarzeniu typu finał Ligi Mistrzów czy mecz reprezentacji Polski. Wtedy mamy stałe rzeczy do obsadzenia, więc jest powiedziane, co kto robi. Zazwyczaj jednak zgłasza się tematy i redaktor prowadzący danego dnia idzie na kolegium, gdzie odbywa się burza mózgów. Po tym zebraniu dowiadujesz się, czy twój tekst wchodzi. Ja też długo w Przeglądzie pracowałem w dziale online, gdzie trochę inaczej się pisze, dużo rzeczy musisz napisać na już. Ostatni przykład, jaki przychodzi mi do głowy, to zwolnienie Mauricio Pochettino. Miałem przeczucie, że straci on pracę i kilka tygodni wcześniej układałem sobie w głowie, jak to wszystko podsumować. Kiedy poleciała informacja o tym, że Pochettino został zwolniony, odpaliłem laptopa, już po dyżurze, napisałem tekst i wypuściłem go na stronę internetową. Nie mogłem czekać z tym do rana, po prostu siadłem, mając jakiś zamysł, i napisałem nie newsa, ale jakieś swoje spojrzenie na ten temat. Po pracy w tym dziale online wyrobiłem sobie nawyk szybkiego reagowania na wydarzenia.

Jak wygląda u Ciebie proces tworzenia dłuższych treści? Zajmuje Ci to dużo czasu, masz wyrobione już jakieś nawyki?

O dziwo nie potrzebuję dużo czasu. Nigdy nie miałem z tym większego problemu. Czasami wynika to z tego, że gdy w Przeglądzie w soboty ukazuje się Magazyn Lig Zagranicznych, to teksty zgłaszamy już we wtorek, więc już od kilku dni wiem, o czym będę pisał. Siadam do tego w piątek i jestem w stanie sprawnie to wszystko złożyć. Takie pisanie może cię dużo nauczyć, bo musisz się zmieścić w jakichś ramach, więc ten tekst musi mieć ręce i nogi. Nie możesz popłynąć, musi być konkret. Przyznaję, że nieraz się nie mieszczę, ale wtedy ta dłuższa wersja może trafić do Internetu. W gazecie cenię sobie też to, że masz do pomocy dziennikarzy, którzy służą ci radą. Zawsze poproszą do siebie, pokażą, gdzie było coś nie tak i robią to w bardzo merytoryczny, kulturalny sposób.

Która forma pisania jest Twoją ulubioną? Co sprawia Ci najwięcej frajdy?

Trudno powiedzieć, bo ja piszę dużo bieżących rzeczy. Nie ma więc sensu rozpływać się nad czymś, co czasami żyje tylko jeden dzień. Na przykład ten tekst o Pochettino, byłem z niego bardzo zadowolony, ale o siódmej rano zatrudniony był już Jose Mourinho. Nie nazwałbym swoich tekstów felietonami, tam bardziej wyrażasz swoje zdanie. Wychodzę też z założenia, że do tego trzeba mieć jednak nazwisko. Prędzej to jakiś były reprezentant Polski czy topowy dziennikarz ma prawo do oceny. Ja wolę się skupiać na analitycznym spojrzeniu na różne tematy i pisać o nich na bieżąco. Na pewno mam zarzut do siebie, że przeprowadzam za mało wywiadów. Nie jest to już tajemnicą, niebawem pożegnam się z Przeglądem Sportowym. Od początku lutego zaczynam pracę w nowym miejscu i planuję częściej się pokazywać w takiej formie jak wywiady.

Czy dziennikarz musi się mierzyć z problemem wypalenia, powielania treści? Czy istnieje ryzyko, że jego kolejne teksty nie będą nic wnosić?

Istnieje, na pewno. Tym bardziej, że czytelnik może dzisiaj pomyśleć, że taki tekst nic do jego życia nie wnosi. Odbiorca jest świetnie poinformowany. Pytanie, czy celem pisania jest zaskakiwanie, czy czasami osoba czytająca nie lubi przeczytać czegoś, co już wie, ale w bardzo dobrej formule. Takich odbiorców jest coraz więcej. Mało jest osób, które za każdym razem z tekstu dziennikarza dowiadują się czegoś nowego. Oczywiście mówię tu o publicystycznej formie, a nie breaking newsach. Nieraz rzeczywiście jest poczucie, gdy zbliża się mecz dwóch wielkich drużyn, że nie ma nic nowego, co można by o nich napisać. W 2020 roku nie zaskoczysz nikogo sylwetką Leo Messiego. Ja wyznaję zasadę, że jak coś jest dobrze napisane, to czytelnik się zawsze znajdzie i doceni daną treść. Staram się z tej wprawy nie wychodzić. Zawsze jestem krytyczny wobec tego, co piszę. Czasami waham się, czy jakiś link do tekstu nawet wrzucić, bo nie jest to akurat najwybitniejsza rzecz, jaką napisałem, ale z drugiej strony nie musi taka być. Dopóki nie mam do siebie jakichś wielkich pretensji, że ten tekst jest absolutnie beznadziejny, to gdzieś tam go podrzucę.

Czy English Breakfast był przełomowym momentem w Twojej karierze dziennikarskiej?

Tak. To jest program, bez którego nigdy nie byłbym w Canal+, jestem o tym przekonany. Bez tego programu nigdy nie miałbym też pewności, że to, co robię, mogę robić dobrze. Oczywiście, jak we wszystkim, było zarówno dużo krytycznych opinii, jak i tych pozytywnych. Chodzenie do tego programu sprawiało mi ogromną przyjemność, był dla mnie niesamowitą trampoliną. Gdybym miał wskazać taki przełomowy moment, to nie byłoby to przyjście do Przeglądu czy pierwszy tekst, ale właśnie na stałe wejście do English Breakfast. Początkowo byli tam tylko Przemek Rudzki i Jarek Koliński. Ja zaczynałem wtedy realizować więcej tematów o Premier League, dużo pomagałem przy Skarbie Kibica. Przemek to docenił, zobaczył, że jest w redakcji taki chłopak, któremu się chce i który pomaga przy największych drobnostkach tej ligi angielskiej. Jak swego czasu Jarek zachorował, to wszedłem z ławki rezerwowych. Od marca 2017 roku dołączyłem już na stałe. Tych odcinków wyszło potem jeszcze sporo.

Oglądalność rosła, pojawiały się stałe elementy w komentarzach, jak porównania do Pochettino. Jak Ci się podobała ta społeczność, która się wytworzyła przy tym programie?

Za porównanie do Argentyńczyka winię Przemka Rudzkiego, który to rozpropagował i w co drugim odcinku byłem polską odpowiedzią na Mauricio Pochettino. (śmiech) Ale to było fajne. Moment zakończenia programu spadł na nas jak grom z jasnego nieba. Pamiętam, że tydzień przed tą informacją wypisałem sobie różne pomysły, jak ten program by mógł ewoluować. Chciałem to skonsultować z Przemkiem i Jarkiem. Nagle jednak dowiedzieliśmy się, że Przemek żegna się z Przeglądem Sportowym. Było spotkanie w redakcji i padło hasło, czy ktoś ma jakieś pytania. Pierwszy podniosłem rękę i spytałem się, co dalej z English Breakfast. Okazało się, że nagramy jeszcze tylko jeden pożegnalny odcinek. W pewnym momencie ta społeczność faktycznie się wytworzyła. W komentarzach rozpoznawałem już nawet niektóre nicki. Na pewno było bardzo przyjemne, kiedy ludzie wchodzili z nami w jakąś merytoryczną dyskusję. Bardzo mi tego brakuje.

Pisaliśmy ze sobą przed naszym spotkaniem i wspomniałeś, że nieco obawiasz się wywiadu dla naszego portalu, bo kibice Arsenalu nieraz Ci dali popalić w komentarzach. Jak sobie radziłeś z tymi nieprzychylnymi opiniami? Przymykałeś na nie oko czy jednak zostają one gdzieś z tyłu głowy?

Przymykałem oko, bo w trakcie trwania English Breakfast byłem kibicem Tottenhamu, Liverpoolu, Chelsea, Manchesteru City. Z kolei nienawidziłem Arsenalu, Tottenhamu, Manchesteru United, Manchesteru City. No przepraszam, ale nie jestem w stanie robić tego wszystkiego naraz. Często było to gdzieś dopowiedziane. Wychodzę z założenia, że jeżeli są powody, aby kogoś chwalić, to chwalę. Jeśli są powody, żeby kogoś krytykować, to krytykuję. Uważam, że każdy ma prawo zmienić zdanie. Też się pojawiały komentarze, że dopiero co krytykowałem, a teraz jestem wielkim przyjacielem tego Arsenalu. A ja w ogóle jestem przyjacielem Arsenalu i innych klubów Premier League, bo chcę, żeby w tej lidze było jak najwięcej fajnych drużyn. Ta krytyka jest częsta i nieraz przekracza granice dobrego smaku. To, co działo się przy EB, i tak jest niczym w porównaniu do tego, co się działo, gdy zaczynałem komentować. Wtedy te opinie bardziej mnie dotykały. W pewnym momencie Przemek Rudzki czy Andrzej Twarowski powiedzieli mi, że muszę to wszystko wyrzucać z głowy, bo zaraz złapiesz się na tym, że wchodzisz komentować mecz i skupiasz się na tym, co ktoś o tobie zaraz powie. Jeśli chodzi o to, co pisałem do ciebie o kibicach Arsenalu, to chyba właśnie fani Kanonierów i Manchesteru United byli zawsze najbardziej dotknięci naszymi wypowiedziami. Nie wynikały one jednak absolutnie z jakichś osobistych antypatii. Tym bardziej bezsensowne były wszelkie te domysły i przypinanie mi klubowych łatek, bo ja kompletnie nie kryję się z tym, że jestem fanem Liverpoolu. Ale nie sprawia to nagle, że kogoś innego nie lubię. Bardzo lubię grę Leicester, lubię Aston Villę, bo mam do niej sentyment z czasów grania w Football Managera, podoba mi się to, co dzieje się w Wolverhampton. Mój ulubiony komentarz to ten, że moja dziewczyna kibicuje Chelsea, co jest prawdą, więc ja też muszę kibicować The Blues. No nie, oglądamy oboje mecze Liverpoolu z Chelsea na dwóch końcach kanapy, po końcowym gwizdku dopiero zaczynamy ze sobą rozmawiać, i to też ma swój urok.

A skąd się wziął ten Liverpool?

No jestem dzieckiem Stambułu. Jako młody chłopak najczęściej oglądałem mecze reprezentacji Polski. Lubiłem w niej bardzo Jerzego Dudka. Gdy przeszedł do Liverpoolu, to już pojawiło się zainteresowanie tym klubem. Też pamiętam Michaela Owena. Prozaiczny powód - ja jestem Michał, on jest Michał, polubiliśmy się. Jak już miałem zalążki sympatii do tego klubu, a potem obejrzałem mecz w Stambule, no to kto mnie może winić, tak? Przetrwałem czasy z Royem Hodgsonem na ławce trenerskiej, czasy Andy’ego Carrolla, Andrija Woronina, Charliego Adama, Doniego w bramce i tych przeróżnych wynalazków z Paulem Koncheskym na czele. Teraz jest fajnie powiedzieć, że się kibicuje Liverpoolowi. Pewnie dużo ludzi zaczęło w ostatnich latach dopingować The Reds. Ale tak, jak mówiłem, jestem poniekąd kibicem całej ligi angielskiej. Kiedy jakieś inne kluby radzą sobie bardzo dobrze, to ja to doceniam. Brakuje mi tego, żeby Manchester United czy Arsenal znów były wielkie, bo chciałbym, żeby w tej big six były jakieś marginalne różnice między pierwszą a szóstą drużyną. Teraz robi się liga kilku prędkości. Z perspektywy kibicowskiej fajnie, bo pewnie niedługo będę się cieszył z pierwszego tytułu Premier League mojej ulubionej drużyny, ale z perspektywy neutralnej życzyłbym sobie, żeby było ciekawiej.

Co wyznacza dla Ciebie dobrze wykonaną robotę? Opinie kibiców czy opinie kolegów po fachu?

Trochę tego i trochę tego. Nie komentujemy dla samych siebie. Taki samozachwyt i kolokwialne kiszenie się we własnym sosie nie jest dobrą rzeczą. Oczywiście spojrzenie bardziej doświadczonego kolegi jest w cenie, ale warto skonfrontować to z opinią publiczną. Jak wspominałem, na początku mojej przygody z komentarzem było dużo negatywnych opinii. Ja też to wykorzystuję jako motywację. Jestem taką osobą, że jak ktoś mi dopiecze, to nie idę i nie płaczę w kącie, tylko mówię, że ja ci teraz pokażę. Pamiętam taki komentarz z Twittera, że jestem najgorszą rzeczą, jaka przydarzyła się Canal+, odkąd mają ligę angielską. To mnie bardzo ubodło, ale nie załamywałem się. Nie ma też co na siłę podążać za wszystkimi głosami, czy to pozytywnymi czy negatywnymi. Raczej skupiam się na tym, żeby samemu, jak trafię gdzieś na mecz z moim komentarzem, posłuchać chociaż jednej połowy. Zazwyczaj już po skończonym spotkaniu czuję, czy było dobrze. Cały czas się uczę. To też jest trochę znak czasów, że w takim zawodzie wyrabianie sobie twardej skóry jest nieraz ważniejsze niż zapał do pracy.

W Canale jesteś od 2017 roku. Co było dla Ciebie największym zaskoczeniem po przyjściu do redakcji? Mimo wszystko jest to inny świat niż gazeta.

Dobre pytanie, muszę się porządnie zastanowić. Trochę miałem inną perspektywę, bo wiele z tych osób już wcześniej poznałem. Przemka Rudzkiego znałem z Przeglądu, Przemek Pełka przychodził do English Breakfast, często spotykałem się z nim, przygotowując Skarb Kibica. Wydaje mi się, że tam panuje po prostu bardzo fajna atmosfera. Jest i merytorycznie, i można się czegoś nauczyć, no i są żarty grubsze i mniej grube. Czy coś przesadnie mnie zaskoczyło? Może to, ile ludzi pracuje nad taką transmisją. To nie jest tak, że ktoś to włącza i dwie osoby skomentują mecz. Tam jest cały zespół, chłopaki, które robią dużo niewidzialnej pracy. Jest to taki organizm, na początku z pewnością może to nieco onieśmielać i też trochę zaskoczyć.

Musimy też porozmawiać o Arsenalu. Zacznijmy od świeżego tematu, czyli Mikela Artety. Po meczu z United napisałeś na Twitterze, że „Solskjaer został przeszkolony przez Artetę”.

Tak, oberwało mi się za to. Chciałem stwierdzić, że widać szybko rękę tego Artety. Ten tweet był bardziej zarzutem do Solskjaera, niż wychwalaniem, że pojawił nam się nowy geniusz w postaci Hiszpana. Widzieliśmy jedną drużynę, która ma trenera od kilkunastu dni, a druga pracuje z jednym człowiekiem przez rok. Gdyby puścić ten mecz z zamazanymi nazwami, to myślę, że więcej osób wskazałoby na Arsenal jako ten zespół, który ma na ławce trenera z dłuższym stażem. Widać było różnicę w przygotowaniu taktycznym obu zespołów. Mi ten ruch z Artetą się podoba. Ja już chciałem, żeby objął stery po Arsenie Wengerze. Zawsze miałem wrażenie, że Unai Emery to jest taki menedżer fazy przejściowej. Nie sądziłem, że popracuje on dłużej niż trzy lata. Arsenal, zatrudniając Arsene’a Wengera, pokazał, że lubi sięgać po takich rewolucjonistów, świeże twarze, świeże idee. Powtórzył to teraz, zatrudniając Mikela Artetę. Unai Emery to był bezpieczny wybór, ale w złym tego słowa znaczeniu. Taki „bezjajeczny”, nijaki. Ok, facet zdobywał trofea, ale to też był taki sygnał, że Arsenal, który został zdegradowany do Ligi Europy, sięga po menedżera, który jest specjalistą od wygrywania tych rozgrywek, zamiast wziąć kogoś, kto ma dobre papiery w przebudowywaniu drużyn. Arteta doglądał pracy Pepa Guardioli, wcześniej był piłkarzem u Arsene’a Wengera, na tyle ważnym, że Francuz konsultował z nim pewne sprawy taktyczne. Ten ruch bardzo mi się podoba. Arsenal potrzebuje otwarcia okien, przewietrzenia. W ostatnim czasie, nawet już po odejściu Wengera, klub popełnił wiele błędów kadrowych, nie jest też najlepiej zarządzany przez rodzinę Kroenke. Dlatego potrzebna była przeciwwaga, ktoś świeży, kto nie jest orędownikiem takiego trwania w miejscu. Już po tych trzech meczach można powiedzieć, że Arsenal na tym Artecie wyjdzie dobrze, mimo że te pierwsze wyniki były mieszane (rozmowa odbywała się przed pucharowym meczem z Leeds United - przyp. red.).

Pisałeś w Przeglądzie o Artecie zaraz po tym, jak został wybrany trenerem The Gunners. Wypunktowałeś, że powinien sprawdzić, na kogo może liczyć, poprawić defensywę, odzyskać zaufanie kibiców i awansować do Ligi Mistrzów. Co będzie z tego najtrudniejsze do wykonania?

Jeżeli myślimy o tym sezonie, to te punkty są poniekąd wszystkie trudne, bo ma mało czasu. Trudno mi jednak sobie wyobrazić, że Arsenal znajdzie się w najlepszej czwórce. Będzie o to bardzo trudno. Ok, na pewno ta grupa pościgowa się trochę potyka o własne nogi, więc to jest jakaś nadzieja, ale tu by musiała przyjść taka seria Arsenalu, który zaczyna iść jak burza. Tylko wtedy wracamy do tych poprzednich punktów, one muszą zostać spełnione, żeby Kanonierzy zaczęli regularnie wygrywać. Arsenal wygląda dzisiaj trochę jak Liverpool z wczesnych etapów pracy Jurgena Kloppa. Jest całkiem fajny z przodu, ale ja cały czas nie jestem przekonany do obrony. Sokratis i Luiz nie będą długo tworzyć tej pary defensywnej. Arteta na pewno już zaczyna budować to zaufanie kibiców. Pamiętam znaczące słowa piłkarzy Brightonu po meczu na Emirates. Chyba Lewis Dunk powiedział wtedy, że oni czuli, że jeśli przycisną Arsenal i zdobędą bramkę, to będzie im się grało łatwiej, bo trybuny zwrócą się przeciwko gospodarzom. To jest duże zadanie, żeby tę jedność w fanbasie odbudować. Widać było, że wielu kibiców po prostu się poddało, ten Arsenal im zobojętniał. Ta drużyna pod wodzą Emery’ego stała się bardzo nijaka. W tym sezonie tworzę dla Przeglądu Ranking Sił, gdzie nie patrzę na tabelę, a bardziej skupiam się na obecnej formie. Momentami ten Arsenal był osiemnasty w tym zestawieniu. Pamiętam, że w pewnym momencie wstawiłem ich na piętnastą pozycję i byli fani Kanonierów, którzy pisali mi, że to za wysoko, że „my jesteśmy dziadami”, mówiąc klasykiem. Takie mecze, jak ten z United, to pierwszy krok, żeby przywrócić kibiców.

Czy fakt, że Arteta stanowił kiedyś część zespołu jako piłkarz, ułatwi mu to zbliżenie się do fanów?

Tak, bo wydaje mi się, że dzisiaj w piłce, jeśli mówimy o menedżerach, musimy zwracać mocniej uwagę na taką inteligencję emocjonalną. Jurgen Klopp to ma, wie, w jakie struny uderzyć, żeby wydobyć odpowiednią reakcję od fanów i piłkarzy. Przez długi czas wydawało się, że takim człowiekiem jest też Ole Gunnar Solskjaer. Frank Lampard i Chelsea - z jednej strony ruch desperacki, bo jest zakaz transferowy, każdy spodziewał się okresu przejściowego, ale Lampard ma dobre podejście do nowoczesnego piłkarza. To jest bardzo istotna rzecz. Na tym poziomie każdy trener do pewnego stopnia zna się na piłce. Nie jest tak, że Arteta wynalezie koło na nowo, jeśli chodzi o piłkarską taktykę, ale będzie dla piłkarzy bardziej odpowiednim trenerem niż ten „bezjajeczny” Emery.

Który zawodnik będzie kluczowy przy budowaniu tego zespołu przez Hiszpana?

Teraz pojawia się dużo informacji o potencjalnym odejściu Aubameyanga, wcześniej mówiło się o możliwym odejściu Lacazette’a. Z tej dwójki zawsze jestem paradoksalnie większym zwolennikiem Francuza. Mimo że Aubameyang strzela więcej goli, Lacazette jest piłkarzem bardziej kompletnym, poza tym jest młodszy. W ataku więc Lacazette. W pomocy taką osobą jest Lucas Torreira. Bardzo żałuję, że Arsenal opuścił Aaron Ramsey. Wydaje mi się, że to byłby taki człowiek, który stanowiłby dobry pomost pomiędzy tym, co było, a tym, co jest. Zdobywał bramki w finałach pucharów, znaczył dużo dla tego klubu. Wyrobił już sobie pozycję, byłby więc przykładem dla młodych piłkarzy. Skupiając się na tych, którzy w klubie są, myślę, że jest też kapitał w bokach obrony. Tierney i Bellerin to gracze, którzy mają dużo dobrego grania przed sobą. Za kadencji Artety bardzo mi się podoba Ainsley Maitland-Niles. Może nie jest kluczową postacią, ale na miejscu Arsenalu starałbym się, żeby miał on znaczącą rolę w zespole. Potencjał mają też Willock, Nelson. W jakimś stopniu The Gunners muszą się zwrócić w stronę tej młodzieży. Po pierwsze, nie mają nic do stracenia, po drugie, wiesz, że takiemu piłkarzowi będzie na klubie bardziej zależało. Jest pewnie sporo graczy, których bym się pozbył, ale jeśli miałbym tworzyć kręgosłup, to na tych czterech czy pięciu nazwiskach, które wymieniłem.

Czy najdroższy piłkarz w historii Arsenalu, Pepe, może zostać gwiazdą Premier League? Póki co zbytnio nie zachwycał, chociaż zanotował bardzo dobry występ z United. Pamiętajmy też, że piłkarze z Ligue 1 niejednokrotnie przepadali w Premier League. Jak według Ciebie wygląda jego przyszłość na Wyspach?

To jest to nazwisko, które przy poprzedniej odpowiedzi bym dopisał. Wyleciał mi z głowy, a jest to piłkarz, który pokazuje przyzwoity potencjał. Też trzeba pamiętać to, o czym mówisz, że przeskok z Ligue 1 jest duży. Zwracano uwagę na to, że Pepe miał te imponujące statystyki w lidze francuskiej poniekąd przez gole po rzutach karnych. Nie chcę mówić, że ta liczba bramek była przekłamana, bo karnego też trzeba wykorzystać, ale z gry wyglądało to mniej powalająco. Jest to jednak piłkarz, któremu cały czas daję kredyt zaufania. Musi się zetknąć z innym tempem, innymi wymaganiami niż w Lille. Moim zdaniem on jeszcze dużo dobrego w tym zespole pokaże.

Wspominałeś o Rankingu Sił, który tworzysz, gdzie Arsenal dopiero co wyszedł ze strefy spadkowej. Czy Kanonierów postrzega się już jako ligowego średniaka, czy aż tak daleko byś się nie posuwał?

Nie, na pewno tak daleko bym się nie posunął. Ja bym powiedział, że Arsenal na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat jest klubem regularnie spisującym się nieco poniżej oczekiwań. Mieliśmy tę szeroką bekę z czwartego miejsca. Dzisiaj pewnie regularna czwarta lokata byłaby dla kibiców The Gunners dobrym osiągnięciem, ale wtedy były żarty, no bo pamiętamy, jak te sezony wyglądały. Śmiano się z tego czwartego miejsca, bo apetyty były większe. Potem nie mogli już przeskoczyć tej poprzeczki, zajmowali jeszcze niższe pozycje, przyszła Liga Europy. Teraz sam twierdziłem, że ten drugi rok Unaia Emery’ego będzie sezonem, kiedy Arsenal wykorzysta zamieszanie w innych klubach z „big six”. Przed startem rozgrywek zakładałem, że Kanonierów stać na trzecie miejsce. Byłem przekonany, że o ile w pierwszym sezonie Emery strasznie dużo szukał, kombinował, zmieniał ustawienia, to w następnym będzie już miał plan A, plan B i ewentualnie plan C. A ja cały czas widziałem plan D, plan E, a w trakcie drugiej połowy z powrotem plan C, żeby znowu przejść do planu A. To był jeden wielki rozgardiasz, w połączeniu z naturalnym brakiem charyzmy tego trenera musiało to się skończyć jego zwolnieniem. Mamy klub, który powinien być w pierwszej czwórce, a jest w środku tabeli. Arsenal zatem w ostatnich czasach, niezależnie, jakie miałby przed sobą oczekiwania, nie spełnia ich. To się odbija potem na mentalności piłkarzy, a także na podejściu i frustracji kibiców. Nie powiedziałbym, że ten klub wypadł z tej elity na stałe, ale po prostu odstaje na tle tych innych czołowych zespołów. Zmorą wszystkich pozostałych drużyn są teraz Liverpool i Manchester City. Te kluby tak wysoko zarzuciły poprzeczkę, że aby rywalizować w tej lidze o coś poważnego, nie możesz się potykać. To chyba trochę nienormalna sytuacja, pod tym względem, że nie wydaje mi się, aby została utrzymana przez wiele lat. W naturalny sposób cykl pewnych drużyn będzie się kończył, a Arsenal będzie musiał to wykorzystywać. Myślę też, że finansowa siła tej drużyny sprawi, że zawsze będzie bardziej atrakcyjnym kierunkiem transferowym niż chociażby Wolverhampton czy nawet Leicester.

Czy według Ciebie Arsenal stracił w ostatnich latach szacunek wśród innych drużyn? Czy zespoły teoretycznie słabsze nie odczuwają już żadnego strachu przed Kanonierami?

Na pewno trochę tak. Nawet te wspomniane wcześniej słowa zawodników Brightonu pokazują, że Arsenal na własnym boisku przestał tak straszyć. Niemniej jednak wydaje mi się, że wystarczy relatywnie niewiele czasu, aby ten zespół znów był uznawany przez innych za wielką markę. Ten spadek jest widoczny przede wszystkim w ostatnich trzech latach. To mały wycinek na przestrzeni całej historii tego klubu. Zawsze więc gra przeciwko Arsenalowi, a także gra dla Arsenalu, będzie dużym wydarzeniem. No ale jest coś w tym, że dzisiaj takie zespoły jak Leicester czy Wolverhampton mogą czuć się silniejsze od Kanonierów.

W jakim stopniu podobne są do siebie sytuacje z Wengerem i Fergusonem? Czy oba kluby były tak przesiąknięte sposobem działania tych legend, że ich odejścia wszystko zaburzyły?

Tak. To jest też kwestia innych czasów. Po pierwsze, dziś nikt nie wyobraża sobie trenera, pracującego dwadzieścia lat na jednym stanowisku. Po drugie, dużo klubów odeszło od takiego menedżerskiego stylu, gdzie jedna osoba odpowiada za wszystko. Ferguson rzekomo na Old Trafford decydował nawet o długości trawy przed meczem z danym rywalem. Wenger w pewnym momencie w Arsenalu zaczął zajmować się wszystkim. Dzisiaj już tak nie jest, bardziej przechodzi się na ten kontynentalny model zarządzania, gdzie jest sztab, zarząd, jakiś komitet transferowy. Te decyzje nie przechodzą tylko przez jedno biurko, tworzy się burza mózgów. Może poniekąd było też tak, że Arsenal przespał ten najlepszy moment na zmianę? W końcówce kadencji Arsene’a Wengera też był już spory podział wśród samych kibiców Arsenalu. Ten obóz Wenger Out pewnie miał rację, kiedy domagał się tej zmiany kilka lat wcześniej. Arsenal wpadł przez to w pułapkę średniego rozwoju, zaczął być drużyną z przedziału cztery - sześć, bo może nieodpowiednio zareagował na zmieniające się realia. To nie jest łatwe, kiedy wszystko leżało w jednych rękach. Te zawirowania w zarządzie i gabinetach dyrektorskich Arsenalu dalej trwają. Nie chcę powiedzieć, że czeka ich dokładna powtórka z Manchesteru United. Mają to szczęście, że widzą, co działo się na Old Trafford, można się zatem uczyć na błędach innych. To musi być jednak długotrwały proces.

Weszliśmy w 2020 rok, dlatego ostatnio można było się spotkać z wieloma podsumowaniami dekady. Chciałbym, żebyśmy zrobili coś podobnego, tylko w „arsenalowym” stylu. Zacznijmy od najlepszego piłkarza Kanonierów w ostatniej dekadzie.

Hmm. Trudne. No miał swój moment Alexis Sanchez, ale chyba nikt go nie będzie wspominał z jakimś rozrzewnieniem. Ramsey? Może. Chociaż nie, Santi Cazorla. Poszedłbym w tę stronę. Piłkarz kupiony ze relatywnie niedużą kwotę. Zawodnik, dzięki któremu drużyna zawsze spisywała się lepiej. Chyba jednak na niego bym postawił. Patrzę jeszcze po napastnikach, jednak Giroud na pewno nie, Aubameyang i Lacazette za mało zrobili, żeby ich tak wynosić. Tę trójkę złożyłbym zatem z Ramseya, Cazorli, no i na upartego tego Sancheza. Cazorla był jednak zawsze tym zawodnikiem, na którego przyjemnie mi się patrzyło. Pewnie w 2010 roku każdy myślał, że zawodnikiem dekady będzie dzisiaj Jack Wilshere, no ale to niestety kompletnie nie wyszło.

Był piłkarz, czas na najlepszy mecz w wykonaniu Arsenalu w minionej dekadzie.

Dużo było tych naprawdę dobrych spotkań. Pytanie, czy za dobry mecz uznajemy ten najbardziej emocjonujący, czy taki, w którym Arsenal zagrał najskuteczniej i najlepiej? Pamiętam takie spotkanie na wyjeździe przeciwko Manchesterowi City, gdzie Giroud i chyba właśnie Cazorla strzelali gole. Kanonierzy zaliczyli wtedy bardzo dobry, skuteczny występ. Zrobili na mnie pozytywne wrażenie, to był taki moment, gdzie wcześniej Arsenal miał pewne problemy i nagle zaskoczyli tym meczem. To pierwsze, co przyszło mi do głowy, ale pewnie musiałbym na spokojnie przeanalizować sytuację, bo może mi się już trochę zlewać, kiedy odbywał się dany mecz.

Najładniejszy gol? Co by nie mówić, trochę tych efektownych bramek mieli.

Musi to być ta drużynowa akcja przeciwko Norwich. Wymiana kilkunastu podań w budowie akcji, piękne wykończenie. To było coś, po czym chyba każdy wstał z miejsca i łapał się za głowę. Futbol, jaki wszyscy kochamy, i jaki Arsenal potrafił wielokrotnie pokazywać. No i jeszcze skorpion Girouda był przyzwoitym trafieniem. Ja osobiście jestem fanem takich soczystych uderzeń zza pola karnego w samo okno. No ale w przypadku Arsenalu kombinacja z Norwich bezdyskusyjnie wygrywa.

Ostatni element naszego podsumowania. Jaki był decydujący moment czy błąd, który zadecydował o takim spadku Arsenalu? Wiadomo, że było wiele czynników, ale który był kluczowy?

Nie wiem, czy jestem w stanie wybrać taki jeden moment. Patrząc z zewnątrz na Arsenal, wydaje mi się, że podjęto tam dużo błędnych decyzji. Wypuścili zawodników, których powinni zatrzymać, takich jak Wojtek Szczęsny czy Aaron Ramsey. Myślę, że błędem było jednak pozostawienie Wengera o rok albo dwa za długo, ta zmiana mogła nastąpić wcześniej. No i złym wyborem było zatrudnienie Unaia Emery’ego na stanowisku trenera. To pozostawiło drużynę w miejscu, a realia dobitnie pokazują, że jak stoisz w miejscu, tak naprawdę się cofasz.

Przechodzimy do stałego elementu naszej serii, czyli strzałów z armaty. Nie jest to konkretne pytanie, ale raczej prośba, żebyś nakreślił, jako fan NFL, sytuację wokół rodziny Kroenke, o ich podejściu do Arsenalu a drużyn zza oceanu. Czy to w osobie miliardera leży problem The Gunners w ostatniej dekadzie?

Po części na pewno. Trochę obracaliśmy się wokół tego tematu zjazdu Arsenalu. Mówi się, że ryba psuje się od głowy, a głową jest właściciel. Stan Kroenke obecnie podjął się bardzo dużego przedsięwzięcia. Kilka lat temu zdecydował się przenieść drużynę NFL, St. Louis Rams, do Los Angeles, czyli miasta, z którego w 1995 roku ta drużyna przeniosła się do St. Louis. Przywracał ją niejako na stare śmieci. To już samo w sobie było sprawą kosztowną. Przenosząc zespół, musisz mieć zagwarantowane miejsce, gdzie mógłby on występować. Musisz zbudować mu stadion. Ostatni sezon Rams spędzają na boisku Uniwersytetu Południowej Kalifornii. Buduje się nowy, wielki obiekt. Po pierwsze, trudno było kupić grunty, bo stadion będzie się znajdował w dzielnicy Inglewood, blisko Hollywood. Dawniej w tym miejscu był tor wyścigowy, więc to trzeba było zrównać z ziemią, później kupić i odpowiednio przystosować. Ten stadion będzie jeszcze służył jednej drużynie z NFL. Jest to samo serce Los Angeles, już się mówi, że pochłonie cztery miliardy dolarów. To jest gigantyczna kwota, wręcz absurdalna. W dużej mierze te środki muszą iść z kieszeni właściciela. To całe przedsięwzięcie jest oczkiem w głowie Stana Kroenke, dlatego ten Arsenal jest traktowany pobocznie. Wystarczy spojrzeć, że to syn, Josh, jest częściej obecny w otoczeniu klubu z północnego Londynu. Nie przypominam sobie, żeby była duża mowa o synu Stana Kroenke w przypadku jego drużyny NFL. Nie śledzę tak mocno innych amerykańskich sportów, więc nie znam realiów w stu procentach, ale też widzę ludzi komentujących, którzy są fanami drużyn Stana Kroenke w innych sportach, jak Denver Nuggets w NBA, którzy łączą się w bólu z kibicami Rams. Kroenke ma łatkę człowieka, dla którego sukces drużyny nie jest wyrażany w trofeach, tylko w stabilizacji finansowej. Bardziej go obchodzi stan konta. Los Angeles Rams doszli w poprzednim roku do finału, bardzo duża część składu była oparta na zawodnikach z dużymi nazwiskami. Trzeba było im sporo zapłacić, wstrzelili się w moment, kiedy mogli wygrać mistrzostwo. W tym sezonie nie ma ich nawet w play-offach. Biorąc pod uwagę, że w amerykańskich sportach jest limit płac, uniemożliwia ci to sytuację ciągłego podpisywania ze swoimi gwiazdami gigantycznych kontraktów, no bo nie starczy na resztę składu. Rams padają więc teraz trochę ofiarą polityki pójścia tylko w grube nazwiska. Jednocześnie budując stadion, wychodzi na to, że Kroenke finansowo nie jest w stanie wyłożyć odpowiednich środków na wszystkie swoje drużyny sportowe. A jako że jest Amerykaninem, chyba dla niego zawsze takim garnuszkiem z pieniędzmi będzie bardziej NFL niż Premier League. To jest powód wielu frustracji dla kibiców Arsenalu.

Czy uważasz, że Jack Grealish to zawodnik, który mógłby rozwiązać problemy Arsenalu w środku pola?

Na pewno by się Arsenalowi przydał, ale myślę, że problemy Kanonierów w środku pola bardziej by rozwiązał piłkarz usposobiony defensywnie. Jestem ciekaw, co dalej będzie z Mesutem Özilem. On się tak droczy, pojawia się i znika. Zatem taki Grealish czy Maddison byliby wzmocnieniami dla Arsenalu, ale cały czas twierdzę, że ta bolączka drużyny opiera się na tym, jak prezentują się w odbiorze piłki w pomocy. Pozbyłbym się Xhaki i znalazł dla Torreiry lepszą ósemkę, lepszą szóstkę.

Ktoś konkretny?

Wilfried Ndidi z Leicester, ale jego będzie chciało wiele klubów. Ciekaw jestem przyszłości Rubena Nevesa, chociaż to nie jest piłkarz stricte defensywny. Poszukałbym po prostu młodego, perspektywicznego pomocnika. Trudno czasami rzucać konkretnymi nazwiskami, bo to są tylko spekulacje.

Czy w tym sezonie Liverpoolowi uda się powtórzyć sukces Niezwyciężonych?

Nie. Wydaje mi się, że to jest taki cel, którego na tym etapie sezonu Liverpool nie powinien sobie stawiać. Zawsze się gdzieś noga powinie, może to być w najbardziej absurdalnej sytuacji. Nie chcę mi się wierzyć, że ta drużyna jest w stanie przejść suchą nogą przez cały sezon. Jeżeli Liverpool zapewniłby sobie już mistrzostwo, mielibyśmy połowę kwietnia i pięć kolejek do końca, to naturalnie stałoby się to dla tej drużyny celem. Myślę, że The Reds nie stawiają jednak przed sobą takiego osiągnięcia. Uważam, że jeszcze bardzo długo nie będzie takiej drużyny jak The Invincibles.

Jakich klubów najbardziej brakuje Ci w Premier League?

Wróciła Aston Villa, więc ta odpowiedź odpada. Leeds United - wielka firma, początki mojego zainteresowania piłką. Osobiście chciałbym zobaczyć awans Sheffield Wednesday, dlatego że swego czasu pamiętną karierę przeszedłem tą drużyną w Football Managerze. Wziąłem ich z trzeciej ligi do Premier League, zdobyłem FA Cup, awansowałem do europejskich pucharów, gdzie byłem w finale. Fajna przygoda, nabrałem do nich sentymentu. Chciałbym też zobaczyć Blackburn Rovers. Wychowując się, śledząc ligę angielską, zawsze gdzieś tam byli. Wygrali przecież Premier League. No i jest jeszcze Nottingham Forest. Nie pamiętam ich w sensie kibicowskim, ale naoglądałem i naczytałem się dużo o Brianie Clough. To jest taka postać, dzięki której nabrałem sympatii do Forest i chciałbym, żeby takie firmy grały w Premier League. Ostatnio w elicie gra kilka takich nieoczywistych drużyn, jak Bournemouth czy Burnley. Najchętniej to bym Watford wymienił, nie wiem czemu, ale nie potrafię znaleźć do nich sympatii. Dajcie mi Leeds United kosztem Watfordu i będę zachwycony. (śmiech)

Czy zawsze chciałeś zostać dziennikarzem sportowym, a jeśli nie, to co spowodowało, że poszedłeś w tym kierunku?

Zawsze. Czasami funkcjonuje taki dowcip, że dziennikarz sportowy to niespełniony sportowiec. Ja, jeżeli już cokolwiek trenowałem, to pamiętam, że chodziłem na treningi do klubu koszykarskiego. Jestem ze Stalowej Woli, gdzie tradycje koszykarskie są dosyć spore. Pracuje tam trener Jerzy Szambelan, który ma naprawdę dużo sukcesów z młodzieżowymi drużynami koszykówki. W 2009 roku zdobył srebro mistrzostw świata, z Ponitką i Karnowskim w składzie. Jak wkraczało się już w pewien wiek dorastania, trener pytał każdego z chłopaków o wzrost ojca i matki. Mówię mu, że wzrost ojca to 171 cm, a matki 159 cm. Machnął tylko ręką. (śmiech) Dorosłem do 175 cm i na tym moja koszykarska kariera się skończyła. Piłki nigdy nie trenowałem. Zawsze mówiłem, że będę komentatorem sportowym. To się zrodziło bardzo szybko, mówiłem tak już, mając dziesięć lat. Robię to, co zawsze chciałem. Super sprawa. Nigdy zawodowo nie pracowałem w innym miejscu niż w redakcji sportowej, nie licząc oczywiście jakichś dorywczych robót. Jeszcze w trakcie studiów zacząłem pracę w Przeglądzie Sportowym, po drodze pojawił się Canal+ i wszystko toczy się do przodu. Patrząc na te wszystkie polskie stacje, to chyba jestem jednym z młodszych komentatorów. W lutym skończę 27 lat. Myślę, że miałem mnóstwo szczęścia, za pierwszym razem z Przeglądu nikt mi nie odpisał, więc wysłałem jakieś inne teksty. W końcu dostałem odpowiedź. Potem pojawiło się to English Breakfast, o którym już rozmawialiśmy. Dużo pozytywnych rzeczy złożyło się na to, że mogę realizować swoje dziecięce marzenie.

Jak oceniasz grę Tierneya i Kolasinaca? Który z nich powinien być pierwszym wyborem Artety?

Póki co zobaczyliśmy małą próbkę Tierneya, Kolasinac tak naprawdę też nie może przez dłuższy czas pozostać zdrowym. Myślę, że obaj się przydadzą. Patrząc jednak na umiejętności techniczne i wiek, Tierney to bardziej przyszłościowa opcja. Nie jest też tak, że pozbywałbym się Kolasinaca, szanująca się drużyna ma pole do rotacji. Bośniak to też ważny charakter w szatni. Jak tak na niego patrzę, to oddałbym mu klucze do domu, jakby mnie przez tydzień nie było. Dobrze mieć też go za pasażera, jak ktoś cię napadnie z nożem. Ale mówiąc już całkiem poważnie, jest to ze wszech miar potrzebny piłkarz.

Fantasy Premier League i Double Gameweek 24. Jakich graczy bierzesz?

Zmierzam ku potrojeniu Liverpoolu. Zachowałem wszystkie boosty. Obecnie mam w składzie dwóch droższych piłkarzy, których niedługo będę musiał odsadzić, są to Rashford i Alli. Ten duet rozbiję na taniego napastnika i Mohameda Salaha. Mogę też podwoić defensywę i dać Van Dijka obok Arnolda, zostawiając Mane. A tak zazwyczaj szukam nieoczywistych opcji, teraz rozglądam się za Sarrem z Watfordu. Nie mam tak dobrego sezonu, jak poprzedni, postanowiłem się więc bawić. W zeszłym roku miałem sezon życia, 2404 punkty, około 6100. miejsca na świecie. Urosłem do rangi jakiegoś eksperta. (śmiech) Ekspertem nie jestem, ale pasjonatem na pewno.

Poświęcasz na to dużo czasu? Według Ciebie w tej grze więcej zależy od szczęścia czy przewidywania?

Więcej zależy od analizy. Przed tym poprzednim sezonem postanowiłem bardziej się w to wgłębić. Ja pewnie bym ci powiedział, że poświęcam mało czasu, moja Patrycja z kolei by ci powiedziała, że dużo i pewnie ona by miała rację. W tym roku ta analiza mnie jednak zawodzi, źle strzeliłem ze składem już od początku.

Czy dziennikarstwo przeniosło się w dużej mierze na YouTube?

Na YouTube i w ogóle do Internetu. Przyznaję, że nieraz dostaję pytania, czy też odpalę swój kanał. Kilka koncepcji już przymierzałem, trochę za wcześnie się deklarowałem z różnymi rzeczami, ale takie mam przeczucie, że czasami warto wsiadać do pociągu, zanim odjedzie. Ogólnie dziennikarstwo sportowe przenosi się do sieci, spójrzmy na The Athletic i sukces takiego modelu subskrybcyjnego. To pokazuje, że ludzie potrzebują innych treści. Dzisiaj mówimy, że przyszłością jest YouTube, a za trzy lata może być zupełnie inaczej. Obecnie, śledząc ulubionego dziennikarza, chciałbyś, żeby operował on dobrze słowem na podcaście, żeby napisał fajny tekst, skomentował mecz. Taka wielofunkcyjność jest jak najbardziej w cenie. YouTube dzisiaj najszerzej trafia do młodego pokolenia. Jak ktoś odpali ścianę tekstu, a jednocześnie włączy piętnastominutowy filmik, to prędzej wybierze to drugie. Treści możesz załadować tyle samo, a chyba nawet więcej za pomocą YouTube’a.

Możemy się zatem spodziewać jakiegoś Twojego projektu na tej platformie?

Skompletowałem sprzęt, ale sprawa wygląda tak, że zmieniam redakcję. W tym nowym miejscu będziemy mocno stawiać na multimedialne treści. Nie wiem więc, czy tak szybko będę odpalał swój kanał, jeżeli w nowym miejscu i tak dużo rzeczy będę realizował multimedialnie na potrzeby pracodawcy. Chcę się ugruntować w nowej pracy i zobaczyć, jak mi się uda pogodzić wszystkie obowiązki. W Przeglądzie stało się trochę tak, że przy dyżurach w tygodniu i weekendzie, gdzie komentuję mecz, zostawał mi jeden wieczór wolny w tygodniu. Mam też życie prywatne i cenię sobie czas wolny. Nie chcę świecić swoją gębą ze wszystkich możliwych stron. Jeśli już zacznę projekt na YouTube, chcę to robić na dobrym, odpowiednim poziomie.

Już kończąc, jaka jest Twoja opinia na temat takich fanowskich serwisów piłkarskich jak Kanonierzy.com?

Dobra opinia, bo sam zaczynałem na takim fanowskim portalu. To była strona o NFL, ale ta społeczność była bardzo fajna. Były to moje początki, więc mam sentyment do takiej pracy. Pracy, która wynika tylko z pasji i za to należy się duży szacunek. Tu się liczy zapał. Fajnie to działa dla kibiców, którzy nie radzą sobie najlepiej z językiem angielskim lub dla takich, którzy nie mają czasu śledzić wszystkiego, a tu dostają wszystko w pigułce. Ja przyznam szczerze, że przygotowując się do meczu, bardzo rzadko korzystam z takich stron. Uważam jednak, że jest to fajna i potrzebna praca. Dla osoby, która w przyszłości myśli o dziennikarstwie, jest to znakomite przetarcie. Sam widzę, ile praca na takim amatorskim portalu mi dała, nauczyła systematyczności i udowodniła, że sprawia mi to przyjemność. Można zatem patrzeć pozytywnie na takie strony zarówno ze strony tworzącego, jak i odbiorcy.

Wywiad autor: Michał Kruczkowski źrodło:
Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany. Załóż konto lub zaloguj się w serwisie.
poprzednia1 następna
elmagical96 komentarzy: 509.01.2020, 23:50

@BolekCorpse: OK, ja uznaję że ten drugi komentator nie musi być od emocji. Taki Ćwiąkała nie jest a ludzie go uwielbiają. Obaj mają dobry głos.

BolekCorpse komentarzy: 1709.01.2020, 23:22

@elmagical96: Proszę Cię bardzo. Gość ma wiedzę, ale jak dla mnie nie ma głosu do komentowania. Oglądam transmisję gdzie są komentatorzy, których przyjemnie się słucha, dają coś od siebie, po prostu są stworzeni do tej pracy, a w tym przypadku mamy emocję jak przy zbieraniu grzybów.

elmagical96 komentarzy: 509.01.2020, 16:20

@tyson880: Zgadzam się, mi się podobała atmosfera tego programu i trójki stałych prowadzących. Popularność to też chyba efekt sytuacji że np. Canal + nie ma żadnego takiego magazynu no i poza tym jak zauważył autor wywiadu dziennikarstwo sie przenosi na YT.

Kick Off jest ok, ale ja bym osobiście wolał żeby zamiast ciągle innych osób wrócili w składzie EB. Ciekawe jak będzie to wyglądało w Newonce. Rudzki u siebie na livie mówił że tam będzie magazyn przenoszony, oby z całą ekipą...

tyson880 komentarzy: 990309.01.2020, 14:04

@Dziadyga:

Ma prawo Ci się ten program nie podobać, ale jednak jesteś w mniejszości. Dla mnie EB to był podstawowy kanał na Youtube. Bardzo mi go brakuje. Nowy format pod nazwą kick off już nie spełnia wszystkich oczekiwań po EB, ale dobre i to.

elmagical96 komentarzy: 508.01.2020, 20:14

@BolekCorpse: Rozwiniesz myśl bo przyznam że jestem zaskoczony, mnie się go bardzo dobrze słucha i z czasem nawet co raz lepiej

Dziadyga komentarzy: 103708.01.2020, 17:22

To całe EB to cieniutki program był jak tak obejrzałem dwa razy.Nie wiem czym się niektórzy jarali.

pumeks komentarzy: 2076208.01.2020, 12:39

Gutka całkiem dobrze składa zdania i widać, że sporo czyta.
Komentowanie Premierleague może sobie spokojnie odpuścić ale jego niektóre artykuły są ciekawe.

Theo44 komentarzy: 390008.01.2020, 12:36

Najdluzszy wywiad jaki czytalem Od lat.
Spoko gosc. Szybko sie do niego przekonalem. Moze na antenie nie buduje emocji, ale widac ze ciezko pracuje na nazwisko. W Canale to tylko Z Twarowskim I Pelka lepiej mi sie oglada.

BolekCorpse komentarzy: 1707.01.2020, 23:21

Gość, który powinien mieć zakaz komentowania.

kuzguwu komentarzy: 232407.01.2020, 22:03

Spoko wywiad i fajny rozmówca ;)

Dubhead komentarzy: 116 newsów: 307.01.2020, 20:22

Uwielbialem EB, szkoda ze sie skonczylo. Szacun za wywiad.

mikowhy komentarzy: 1417 newsów: 1007.01.2020, 19:19

@Traitor: nie pierwszy, który tak myśli, a tutaj ciągły marny hejt na Francuza

Arsenal2004 komentarzy: 111607.01.2020, 19:09

@mikowhy: też tak uważam.

Traitor komentarzy: 7923 newsów: 2407.01.2020, 19:07

@mikowhy

To jest jego subiektywna opinia, wg mnie Lacazette jako napastnik nie ma podjazdu do Gabona

Redzik komentarzy: 15384 newsów: 9207.01.2020, 18:54

Masa roboty. Brawa dla redaktora Kruczka.

mikowhy komentarzy: 1417 newsów: 1007.01.2020, 18:20

„Mimo że Aubameyang strzela więcej goli, Lacazette jest piłkarzem bardziej kompletnym„

Szach mat hejterzy

Traitor komentarzy: 7923 newsów: 2407.01.2020, 17:03

Przy całej sympatii do Santiego, ale piłkarzem ost. dekady musi być Alexis Sanchez

SemperFidelis47 komentarzy: 24507.01.2020, 16:55

Bez napinki o to chodzi

kanapka komentarzy: 2945 newsów: 707.01.2020, 15:42

spoko ziomek z niego, tak po prostu

poprzednia1 następna
Następny mecz
Ostatni mecz
Tabela ligowa
Tabela strzelcówStrzelcy
Fortuna
ZawodnikBramkiAsysty
Jamie Vardy194
Pierre-Emerick Aubameyang171
Mohamed Salah166
Sergio Agüero163
Danny Ings151
Sadio Mané147
Marcus Rashford144
Raúl Jiménez136
Tammy Abraham133
Dominic Calvert-Lewin131
SondaMusisz być zalogowany, aby posiadać dostęp do ankiety.
0
Gracz kwietnia wybór redaktorów
6
Gracz kwietnia wybór użytkowników Pierre-Emerick Aubameyang
Pierre-Emerick Aubameyang
Publicystyka
Wywiady
Piłka nożna
Części samochodowe Ucando.pl