homemailmap
kanonierzy

Niezapomniane mecze Arsenalu

23.10.1999 Chelsea - Arsenal 2:3 - zdumiewająca końcówka

Chelsea i Arsenal były dominującymi siłami Londynu odkąd powstała Premier League, a każde spotkanie między tymi dwiema drużynami, w rezultacie którego wyłaniany był klub panujący w Londynie, należało do jednych z najbardziej emocjonujących i dramatycznych spotkań w lidze.

Jednym z wielu takich spotkań był mecz rozgrywany 23. października 1999 roku. Jego wyjątkowość objawiła się pod koniec spotkania, które jako walka o prymat w Londynie wyłoniło jednego zwycięzcę, Arsenal. Niewiele osób mogło przewidzieć to, co stanie się po bramkach zdobytych przez Tore Andre Flo i Dana Petrescu, którzy doprowadzili do dwubramkowej przewagi drużyny 'The Blues'. Niewiele osób było także w stanie przewidzieć, że los tego spotkania będzie zależał od jednego, utalentowanego człowieka. Nikt natomiast nie był w stanie przewidzieć, że całe spotkanie rozstrzygnie się w tak dramatyczny sposób w ostatnich 15 minutach.

W składzie Chelsea nie pojawili się utalentowani Gianfranco Zola i Gustavo Poyet, którzy podczas swojej gry na boiskach angielskich skupiali na sobie uwagę dzięki swoim umiejętnościom. W składzie Arsenalu zabrakło zawieszonego Patricka Vieiry oraz kontuzjowanego Dennisa Bergkampa, który doznał kontuzji uda w przegranym 2-4 spotkaniu z Barceloną rozgrywanym na Wembley kilka dni wcześniej. Na miejscu Holendra obok Nwankwo Kanu ustawiony został wówczas Davor Suker.

Zasłużone prowadzenie w spotkaniu objęła Chelsea za sprawą bramki Norwega Tore Andre Flo, który 6 minut przed końcem pierwszej połowy wykorzystał dośrodkowanie Petrescu i pokonał strzałem głową Davida Seamana. 6 minut po przerwie było już 2-0 dla 'The Blues'. Tym razem dośrodkowywał Graeme Le Saux, a jego podanie wykorzystał Dan Petrescu i David Seaman po raz drugi w tym spotkaniu musiał skapitulować.

Fani Chelsea licznie zgromadzeni na stadionie zaczęli skandować "Chcemy pięć!". Jak się później okazało, dostali oni dokładnie to, czego chcieli, ale nie w oczekiwanej formie. W spotkaniu padło bowiem pięć bramek, ale ta w 51. minucie była dla Chelsea ostatnią strzeloną przez nich w tym spotkaniu.

Sezon 1999/2000 był debiutanckim sezonem dla Thierry Henry'ego, który został wprowadzony na boisko w 64. minucie zmieniając Fredrika Ljungberga. Gianluca Vialli prowadzący wówczas drużynę Chelsea zdocydował natomiast zmienić zdobywcę pierwszej bramki. W 70. minucie Flo został zastąpiony przez Zolę. 5 minut później Arsenal powrócił do gry, kiedy to Eda de Goey'a pokonał Nwankwo Kanu. Dla stojącego w bramce Holendra była to pierwsza bramka wpuszczona w meczu u siebie. W 75. minucie dla kibiców Arsenalu pojawiła się nadzieja. W 83. minucie zagotowało się na Stamford Bridge, gdyż Kanu ponownie pokonał de Goey'a. Chris Sutton próbował jeszcze odzyskać prowadzenie swojej drużyny, ale bardzo dobrze powstrzymał go Martin Keown.

W ostatniej minucie spotkania 35 tysięcy kibiców ujrzało bramkę, która oprócz tego, że była strzelona w niesamowitych okolicznościach przez piłkarza, który w ciągu 15 minut zdobył hat-tricka, to była tak imponująca, że zasługiwała na nominację do bramki sezonu. Niesamowity w tym spotkaniu Kanu najpierw ograł bramkarza gospodarzy przy linii końcowej boiska, a następnie z bardzo ostrego kąta strzelił w kierunku bramki nad głowami obrońców, którzy próbowali ją wybić. Piłka wpadła do siatki a kibice Arsenalu oszaleli z radości. Ławka rezerwowych 'Kanonierów' rozpoczęła taniec radości, a zawodnicy podbiegli do sektora z kibicami, aby wraz z nimi cieszyć się ze zwycięstwa. [obejrzyj ostatnią bramkę]

Arsene Wenger, który otrzymał świetny prezent na urodziny od swojej drużyny przyznał, że po tak emocjonującym spotkaniu czuł się tak, jakby miał ponad 60 lat. Francuz dodał jeszcze:

- To była niesamowita bramka. Byłem zaskoczony, gdyż myślałem że będzie on dośrodkowywał, ale on przecież grał we własną grę. Myślałem, że wszystko jest stracone i jest już po meczu. Byłby to kolejny cios w morale naszej drużyny, ale Kanu zaskoczył wszystkich.

Gianluca Vialli przeżywający to spotkanie nie mniej niż Arsene Wenger także pochwalił Kanu:

- To bardzo dobry gracz. Czasami wydaje się, że nie uczestniczy on tak na prawdę w grze, a wtedy wyjmuje asa z rękawa i zaskakuje wszystkich. To bardzo niebezpieczny gracz. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Jestem w szoku. Przez 75 minut zasługiwaliśmy naszą grą na zwycięstwo, ale potem zapłaciliśmy ogromną cenę za kilka znaczących błędów. Przeciwko drużynom takim jak Arsenal, czy Manchester United powinno się grać na pełnych obrotach przez 90 minut.

Składy:

Chelsea: De Goey, Ferrer, Desailly, Leboeuf, Babayaro, Petrescu, Deschamps, Wise, Le Saux (Poyet 54), Flo (Zola 70), Sutton.
Zmiany nie wykorzystane: Hogh, Morris, Cudicini.
Bramki: Flo 39, Petrescu 51.

Arsenal: Seaman, Dixon, Keown, Adams, Silvinho, Ljungberg (Henry 64), Parlour, Petit (Vivas 66), Overmars (Vernazza 90), Suker, Kanu.
Zmiany nie wykorzystane: Manninger, Upson.
Bramki: Kanu 75, 83, 90.





Autor: Mateusz Kolebuk





strona główna|regulamin serwisu|reklama|współpraca|kontakt|polityka plików cookies
Copyright © 2006-2017 by Kanonierzy.com   All Rights Reserved